Dzień z życia Mamy: Jak przetrwać chaos? Prawdziwa historia!

Dzień z życia Mamy: Jak przetrwać chaos? Prawdziwa historia!

Znacie ten moment, kiedy siedzicie w pracy, skupieni jak nigdy, bo deadline goni szybciej niż twoje własne myśli? No więc ja miałam taki właśnie dzień. Raport do zrobienia na już, szef patrzy jak sęp, który tylko czeka, aż się potknę.

Siedzę, piszę, stukam w klawiaturę jak wariatka, bo zaraz trzeba to wysłać. Kawa zimna jak Arktyka, ale nie ma czasu – jestem w trybie „robota na misji”.

I wtedy… Dzwoni telefon.

Patrzę na ekran – szkoła Antka. No nie, nie teraz. Serce od razu robi „łup łup łup” szybciej niż ten raport się zapisuje.

Dzień dobry, proszę przyjechać po syna. Wymiotował.

… Co? Przecież rano był w 100% żywy, gadał o jakimś dinozaurze, który miał ogon dłuższy niż autobus. I teraz nagle wymioty?

Okej, panika level 1. Rzucam wszystko – muszę lecieć. Raport czeka, ale co tam raport, dziecko mnie potrzebuje.

Pakuję się w tempie światła. Szef rzuca mi tylko to spojrzenie „Serio? Teraz?!” – no sorry, dziecięce żołądki nie znają się na deadline’ach.

I wtedy… Drugi telefon.

Odbieram, jeszcze z myślą „Proszę, niech to będzie tylko spam”. Ale nie. To przedszkole.

Proszę pani, Wiktoria źle się poczuła, trzeba ją odebrać.

SERIO?! Dwoje dzieci? W TYM SAMYM DNIU?! Co ja zrobiłam złego, że karma tak mnie dzisiaj poczęstowała?

I żeby było ciekawiej – Antek jest na jednym końcu miasta, Wiktoria na drugim. Oczywiście. Bo przecież życie musi być trudne.

Zaczynam od Antka. Jadę jak wariatka, oczywiście – korki. Wbijam się do szkoły, on tam siedzi, blady jak ściana, w oczach ten smutny błysk:

Mamo, niedobrze mi…

Biorę go, wpycham do auta, jadę po Wiktorię. I co? Korki większe niż życie. W międzyczasie Antek w aucie jęczy:

Mamo, zaraz znowu…

No super. Serio, czuję się jak kierowca karetki bez koguta.

Docieram do przedszkola – Wiktoria leży na kanapie, bidulka wygląda, jakby ktoś wyssał z niej całą energię. I jeszcze ten jej smutny głosik:

Mamusiu, źle mi…

No dobra, oboje w aucie, jedno z tyłu, drugie przy oknie. Ja w środku tego bałaganu, w głowie myśl: „Raport, raport, raport…” – który powinien być gotowy jakieś dwie godziny temu.

Wpadamy do domu. Rozkładam ich na kanapie, koc, miska w pogotowiu. I wtedy próbuję otworzyć laptopa – naiwnie myśląc, że uda się cokolwiek skończyć.

Nie, nie uda się. Bo co chwilę słyszę:

Mamo, przytul mnie…
Mamo, chce mi się pić…
Mamo, a mogę oglądać bajkę?

Raport? Raport z życia matki. W rubryce „osiągnięcia dnia” zapisuję: udało się nie zwariować. Hmm…. chyba coś mnie zaczyna mdlić….

I wiecie co? Chociaż czuję się jak zombie na resztkach kawy, patrzę na te małe, zmęczone buzie i myślę: „No dobra, świat się nie zawalił. Jeszcze.”

Jutro może będzie lepiej. Chociaż… kto ja jestem, żeby mieć takie nadzieje?

Agnieszka Jaworek
Blogerka, mama na pełen etat

Hejka Mamuśki! Mam na imię Agnieszka i jestem mamą na pełen etat – ogarniam codzienność w duecie z moją energiczną dwójką: Wiktorią - małą królową kreatywnych katastrof, i Antkiem (9 lat), ekspertem od klocków LEGO i niekończących się pytań. Na ABC Mamy dzielę się moją codzienną przygodą – tą pełną śmiechu, chaosu, ale i wzruszeń. Piszę o tym, jak to jest być samotną mamą, która czasem balansuje na linie, a czasem po prostu śmieje się z tego, co przynosi życie.

0
Would love your thoughts, please comment.x