Plac zabaw: dżungla na betonowym osiedlu – przeżycie, czy przeprawa?
Znacie to uczucie, kiedy wchodzicie na plac zabaw z dziećmi i nagle czujecie się jak Attenborough, tylko bez kamery i spokojnego głosu? No właśnie! Plac zabaw to dżungla w miniaturze, betonowa oaza, gdzie rządzą instynkty, a dzieci wcielają się w różne role. Serio, to jest tak prawdziwe, że aż się boję, kiedy Antka i Wiktorię tam zabieram. No ale cóż, trzeba przetrwać, nie?
Instynkt matki kwoki: kiedy włączyć syrenę alarmową?
No dobra, ale kiedy ta nasza matczyna syrena powinna zawyć na alarm? Bo wiecie, można zwariować, jak się chce kontrolować każdy ruch dziecka. Ale z drugiej strony, no sorry, ale nie pozwolę, żeby moje dziecko było ofiarą jakiegoś małego terrorysty! I tu zaczynają się schody.
Scenariusze z życia wzięte – czyli, co się odjaniepawla na huśtawkach:
Gryzienie, kopanie i piasek w oczach – podstawowy pakiet przetrwania malucha.
Ach, klasyka! Gryzienie, kopanie, piasek w oczach – no normalnie jak na wojnie! Wiktoria, jak była młodsza, to miała fazę na podgryzanie kolegów w piaskownicy. No ja rozumiem, złość, frustracja, ale gryzienie? Serio? Wtedy włączała mi się mama-lwica i interweniowałam. Bo co innego zabranie łopatki, a co innego testowanie smaku kolegi. Z badań wynika, że agresywne zachowania u małych dzieci, szczególnie gryzienie, mogą być związane z trudnościami w regulacji emocji i komunikacji. Jedno z badań, opublikowane w „Early Childhood Education Journal”, wykazało, że dzieci, które częściej gryzą, mają trudności z wyrażaniem swoich potrzeb werbalnie. Czyli co? Może zamiast krzyczeć, powinnam była jej dać słownik? No cóż, człowiek uczy się na błędach.
Wskazówka: Ważne jest, aby reagować stanowczo, ale spokojnie. Wyjaśnij dziecku, że gryzienie boli i nie jest akceptowalne. Pomóż mu znaleźć alternatywne sposoby wyrażania złości, np. poprzez tupanie nogą lub powiedzenie „jestem zły!”.
Wykluczenie i izolacja – kiedy moje dziecko staje się celem?
Ojej, ten moment, kiedy widzisz, że Twoje dziecko stoi samo, a reszta ekipy bawi się w najlepsze… To boli, co nie? Szczególnie, jak wiesz, że to nie jest kwestia wyboru, tylko wykluczenia. Pamiętam, jak Antek kiedyś wrócił z placu zabaw z płaczem, bo chłopaki nie chcieli go wziąć do gry w piłkę. No serio, miałam ochotę tam pójść i im wytłumaczyć, że integracja jest ważna! Ale się powstrzymałam. Zamiast tego, porozmawiałam z Antkiem o tym, jak może się dołączyć do zabawy.
Wykluczenie społeczne ma poważne konsekwencje dla rozwoju dziecka. Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet w Oslo wykazało, że dzieci doświadczające chronicznego wykluczenia mają większe ryzyko wystąpienia problemów emocjonalnych i behawioralnych w późniejszym życiu. No i co z tym fantem zrobić?
Spróbuj tego: Naucz dziecko asertywności. Powiedz mu, żeby śmiało podeszło do grupy i zapytało, czy może się przyłączyć. Można też wcześniej umówić się z innym dzieckiem na wspólną zabawę, żeby miało wsparcie.
Niebezpieczne zabawy i brak nadzoru – czy ktoś tu w ogóle patrzy?
No i dochodzimy do sedna. Dzieciaki wspinają się na karuzele, skaczą z huśtawek, a rodzice… siedzą z telefonami! No sorry, ale to jest po prostu nieodpowiedzialne! Pamiętam, jak raz widziałam, jak jakiś chłopak próbował zeskoczyć z wieży na placu zabaw. Serio, o mało nie dostałam zawału! Na szczęście, w porę zareagowałam i go złapałam. Ale gdzie byli jego rodzice? A no właśnie…
Sprawdź: Nie bój się zwracać uwagi! Jeśli widzisz, że jakieś dziecko robi coś niebezpiecznego, powiedz to głośno. Może to otrzeźwi rodziców, a na pewno uratuje komuś zdrowie (a może i życie).
Ekspert radzi: Psycholog dziecięcy o granicach interwencji – dr Anna Rychwalska mówi „sprawdzam!”.
Ok, pogadaliśmy o moich nerwicach, ale co na to eksperci? No więc, poszperałam trochę i znalazłam kilka ciekawych badań. Okazuje się, że interwencja na placu zabaw to temat rzeka i każdy ma swoje zdanie.
Kiedy patrzeć, a kiedy działać? (hint: liczy się wiek dziecka!).
No właśnie, kiedy włączyć się do akcji? Psychologowie są zgodni: im młodsze dziecko, tym więcej naszej uwagi potrzebuje. Maluchy w wieku Wiktorii (4 lata) często nie potrafią same rozwiązywać konfliktów i potrzebują naszej pomocy w interpretacji sytuacji. Starszaki, jak Antek (9 lat), powinny mieć więcej swobody i uczyć się samodzielności. Ale… No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. Badania pokazują, że nawet starsze dzieci potrzebują wsparcia, gdy sytuacja staje się zbyt trudna emocjonalnie. A co to znaczy „zbyt trudna”? No to już zależy od dziecka i sytuacji. Trzeba obserwować i wyczuwać. Nie ma jednej odpowiedzi.
Rekomendujemy: Obserwuj, ale nie interweniuj od razu. Daj dziecku szansę samodzielnie rozwiązać problem. Dopiero, gdy widzisz, że sytuacja wymyka się spod kontroli, wkraczaj do akcji.
Jak rozmawiać z rodzicem, który ma „olewatorski” styl wychowania?
O matko, to jest dopiero wyzwanie! No bo jak zwrócić uwagę rodzicowi, który ma wszystko w głębokim poważaniu? Przecież nie powiesz mu „ej, ogarnij się, bo Twoje dziecko zaraz kogoś zabije!”. No nie bardzo. Trzeba dyplomatycznie. Ale jak? To już jest wyższa szkoła jazdy.
Wskazówka: Spróbuj zacząć od komplementu. Powiedz coś w stylu „Widzę, że [imię dziecka] świetnie się bawi, ale może warto zwrócić uwagę na to, żeby nie wspinał się na karuzelę, bo to niebezpieczne?”. No dobra, wiem, brzmi to sztucznie, ale czasami trzeba się nagimnastykować, żeby nie wywołać wojny światowej.
Sygnały alarmowe – kiedy wezwać pomoc (i nie chodzi o księdza egzorcystę).
No dobra, ale kiedy sytuacja jest naprawdę poważna? Kiedy trzeba wezwać posiłki? No więc, sygnałem alarmowym jest przemoc fizyczna, groźby, wyzywanie i inne zachowania, które zagrażają bezpieczeństwu dzieci. Wtedy nie ma co się zastanawiać, tylko trzeba działać. A co to znaczy „działać”? No to już zależy od sytuacji. Można zwrócić uwagę rodzicom, można wezwać ochronę, można zadzwonić na policję. Wszystko zależy od tego, co się dzieje. Ale uważajcie, bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze.
💡Ciekawostka: W ekstremalnych sytuacjach, gdy dziecko jest narażone na bezpośrednie niebezpieczeństwo, masz prawo do interwencji obywatelskiej. Oznacza to, że możesz fizycznie zareagować, aby chronić dziecko przed krzywdą. Ale oczywiście, trzeba to robić z umiarem i zgodnie z prawem.
Ja, Tarzan, ty… Kto? Moje dziecko, twoje dziecko i etyczne dylematy.
Na placu zabaw, jak w dżungli, obowiązują pewne zasady. Tyle, że niepisane i często łamane. Jak powinna wyglądać samodzielność dziecka? To pytanie zaprząta głowę niejednej mamie.
Co mi wolno, a czego nie – zasady interwencji.
No dobra, ale co tak naprawdę możemy zrobić? Gdzie są granice naszej władzy na tym betonowym królestwie? No więc, możemy interweniować, gdy widzimy, że nasze dziecko jest krzywdzone lub gdy samo krzywdzi inne dziecko. Możemy też zwrócić uwagę rodzicom, którzy nie pilnują swoich pociech. Ale… No właśnie, znowu jest jakieś „ale”. Nie możemy bić, wyzywać, grozić ani stosować innych form przemocy. No sorry, ale my jesteśmy dorosłe i powinnyśmy dawać przykład.
Wskazówka: Pamiętaj, że masz prawo do obrony własnej (dziecka). Jeśli ktoś Cię atakuje, możesz się bronić. Ale rób to z umiarem i zgodnie z prawem.
Moja odpowiedzialność kontra twoja odpowiedzialność.
No i dochodzimy do sedna sprawy. Czy jestem odpowiedzialna za wszystkie dzieci na placu zabaw? No sorry, ale nie. Jestem odpowiedzialna za moje dzieci i za to, żeby nie krzywdziły innych. Ale nie jestem odpowiedzialna za to, że ktoś inny nie pilnuje swojego dziecka. To jest jego sprawa. No chyba, że sytuacja zagraża życiu lub zdrowiu dziecka. Wtedy nie ma co się zastanawiać, tylko trzeba działać. Ale uważajcie, że każdy ma swoje granice i nie możemy brać na siebie odpowiedzialności za wszystko. Bo inaczej zwariujemy.
Prawo do obrony własnej (dziecka) – czyli, jak nie dać się zagryźć.
No dobra, ale co zrobić, gdy ktoś atakuje moje dziecko? Czy mam prawo się bronić? No jasne, że mam! Każdy ma prawo do obrony własnej. Ale… No właśnie, znowu jest jakieś „ale”. Musimy pamiętać o tym, żeby nie przekraczać granic obrony koniecznej. Czyli, możemy użyć siły tylko wtedy, gdy jest to niezbędne do odparcia ataku. I musimy pamiętać o tym, żeby nie używać nadmiernej siły. Bo inaczej to my możemy wylądować na komisariacie. No sorry, ale takie są przepisy.
Metoda „na dyplomatę” – czyli, jak rozwiązywać konflikty bez krzyków i rękoczynów (no dobra, może z jednym groźnym spojrzeniem).
Ok, ale jak to wszystko ogarnąć bez krzyków i płaczu? No więc, trzeba dyplomatycznie. Ale jak? To już jest wyższa szkoła jazdy. No ale cóż, trzeba się nauczyć. Bo inaczej to będziemy cały czas krzyczeć i płakać. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Komunikacja asertywna – nauka grzecznych, ale stanowczych „nie!”.
No dobra, ale co to w ogóle jest ta komunikacja asertywna? No więc, to jest sposób komunikowania się, w którym wyrażamy swoje potrzeby i uczucia w sposób jasny, stanowczy i szanujący innych. Czyli, nie krzyczymy, nie wyzywamy, nie grozimy, tylko spokojnie i rzeczowo mówimy, co nam się nie podoba. No proste, prawda? No nie do końca. Bo czasami trudno jest powstrzymać się od krzyku. Ale trzeba próbować. Bo inaczej to nic z tego nie będzie.
Techniki negocjacji z dziećmi (i ich rodzicami) – bo czasami trzeba się dogadać jak ludzie.
No dobra, ale jak negocjować z dziećmi? Przecież one nic nie rozumieją! No nie do końca. Dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Tylko trzeba do nich mówić w sposób zrozumiały. Czyli, nie używamy skomplikowanych słów, nie mówimy za szybko, tylko spokojnie i rzeczowo tłumaczymy, o co nam chodzi. I co najważniejsze, słuchamy, co one mają do powiedzenia. Bo czasami okazuje się, że to my się mylimy, a nie one. No sorry, ale tak to już jest.
Survival mama: jak przetrwać dzień na placu zabaw i nie zwariować (jeszcze bardziej).
No dobra, ale jak to wszystko przetrwać i nie zwariować? No więc, trzeba mieć plan. Bo inaczej to nas ta dżungla pochłonie. I co wtedy? No wtedy to już tylko terapia zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Sposoby na relaks i odcięcie się od chaosu (bez uciekania do baru).
No dobra, ale jak się zrelaksować na placu zabaw? Przecież tam jest tyle hałasu i krzyku! No więc, trzeba znaleźć swój sposób. Można posłuchać muzyki na słuchawkach, można poczytać książkę, można pogadać z innymi mamami. Ważne jest, żeby znaleźć coś, co nas odpręży i pozwoli nam odciąć się od chaosu. Bo inaczej to nas ta dżungla wykończy. I co wtedy? No wtedy to już tylko urlop zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Mindfulness dla matek – 5 minut oddechu, żeby nie wybuchnąć.
No dobra, ale co to w ogóle jest ten mindfulness? No więc, to jest technika relaksacyjna, która polega na skupieniu uwagi na chwili obecnej. Czyli, nie myślimy o przyszłości, nie rozpamiętujemy przeszłości, tylko skupiamy się na tym, co się dzieje tu i teraz. No proste, prawda? No nie do końca. Bo czasami trudno jest powstrzymać się od myślenia o przyszłości. Ale trzeba próbować. Bo inaczej to nic z tego nie będzie.
Techniki radzenia sobie ze stresem – bo napięcie potrafi zabić radość z bycia mamą.
No dobra, ale jakie są te techniki radzenia sobie ze stresem? No więc, jest ich mnóstwo. Można uprawiać sport, można medytować, można pisać dziennik, można robić cokolwiek, co nas odpręża i pozwala nam zapomnieć o problemach. Ważne jest, żeby znaleźć coś, co nam pasuje i co możemy robić regularnie. Bo inaczej to stres nas zje. I co wtedy? No wtedy to już tylko lekarz zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Wsparcie innych mam – bo razem raźniej (i można się pośmiać z tych naszych „dżunglowych” przygód).
No dobra, ale co zrobić, gdy czujemy się samotne w tej dżungli? No więc, trzeba znaleźć wsparcie. Bo inaczej to zwariujemy. A gdzie szukać tego wsparcia? No więc, można poszukać w grupach wsparcia dla mam, można porozmawiać z przyjaciółkami, można poszukać w internecie. Ważne jest, żeby wiedzieć, że nie jesteśmy same i że są inne mamy, które czują się tak samo jak my. Bo inaczej to zwariujemy. I co wtedy? No wtedy to już tylko leki zostają. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Grupy wsparcia online i offline – wymiana doświadczeń, bez oceniania (obiecuję!).
No dobra, ale gdzie znaleźć te grupy wsparcia? No więc, jest ich mnóstwo. Można poszukać w internecie, można poszukać w swoim mieście, można poszukać w swojej parafii. Ważne jest, żeby znaleźć grupę, w której będziemy się czuły komfortowo i w której będziemy mogły swobodnie rozmawiać o swoich problemach. Bo inaczej to nic z tego nie będzie. I co wtedy? No wtedy to już tylko psycholog zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Znajomości na placu zabaw – czyli, jak znaleźć bratnią duszę w morzu piasku i krzyków.
No dobra, ale jak znaleźć bratnią duszę na placu zabaw? Przecież tam jest tyle obcych ludzi! No więc, trzeba się otworzyć na nowe znajomości. Można zagadać do innej mamy, można zaproponować wspólną zabawę dzieciom, można po prostu się uśmiechnąć. Ważne jest, żeby pokazać, że jesteśmy przyjazne i otwarte na nowe znajomości. Bo inaczej to nic z tego nie będzie. I co wtedy? No wtedy to już tylko samotność zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Na koniec… uśmiechnij się, mamo! jutro znów do dżungli.
No dobra, ale co z tego wszystkiego wynika? No więc, wynika z tego, że życie mamy to dżungla. Ale to dżungla, w której możemy przetrwać. Tylko trzeba się nauczyć, jak to robić.
Refleksja: czy na pewno musimy wszystko kontrolować? może czasami warto odpuścić?
No dobra, ale czy musimy kontrolować każdy ruch naszych dzieci? No nie do końca. Czasami warto odpuścić i pozwolić im na samodzielność. Bo inaczej to nigdy się nie nauczą, jak radzić sobie w życiu. Ale oczywiście, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie. Nie możemy odpuścić, gdy sytuacja zagraża życiu lub zdrowiu dziecka. Ale w innych przypadkach warto dać im trochę swobody. Bo inaczej to nigdy nie dorosną. I co wtedy? No wtedy to już tylko płacz i zgrzytanie zębami zostaje. A tego byśmy nie chciały, prawda?
Czułe pożegnanie: podsumowanie i apel o więcej empatii.
No dobra, ale co z tego wszystkiego wynika? No więc, wynika z tego, że życie mamy to dżungla. Ale to dżungla, w której możemy przetrwać. Tylko trzeba się nauczyć, jak to robić. I co najważniejsze, trzeba pamiętać o empatii. Bo inaczej to nic z tego nie będzie. A co to jest empatia? No więc, to jest umiejętność wczuwania się w uczucia innych ludzi. Czyli, staramy się zrozumieć, co czują inni i jak możemy im pomóc. No proste, prawda? No nie do końca. Bo czasami trudno jest wczuć się w uczucia innych ludzi. Ale trzeba próbować. Bo inaczej to nic z tego nie będzie. A co wtedy? No wtedy to już tylko złość i nienawiść zostają. A tego byśmy nie chciały, prawda?
No co, w dżungli jakoś trzeba sobie radzić, nie?
Informacja: Miejcie na uwadze, że ten artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje fachowej porady psychologa dziecięcego lub innego specjalisty.
Wykorzystane publikacje:
- Badanie opublikowane w „Early Childhood Education Journal”
- Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet w Oslo