Domowe lody owocowe: Prosty przepis na upalne dni – survival samotnej matki
No dobra, przyznaję się bez bicia – domowe lody owocowe to mój patent na przetrwanie upałów. I nie tylko! To też świetny sposób na zagospodarowanie czasu Antka i Wiktorii, no i oczywiście, na przemycenie im trochę witamin. A wszystko to pod przykrywką „super zabawy”. Brzmi idealnie? No, prawie… Zaraz Wam opowiem, jak to wygląda w praktyce.
Znacie ten moment, kiedy dzieci krzyczą: „LODY!”? A Ty…
Czyli, o tym jak wymyśliłam sobie „chwilę wytchnienia”, a wyszło jak zwykle… Bo wiecie, jak to jest. Siedzisz sobie w pracy, ogarniasz milion spraw na raz, a w głowie marzenie o leniwym popołudniu z książką i chłodnym napojem. A potem dzwoni telefon i słyszysz: „Maaaamo! Lody! Chcemy lody!”. No i co masz zrobić? Zakasać rękawy i zamienić się w lodową królową! Przy czym to, co w mojej głowie brzmi jak chwila relaksu, w rzeczywistości wygląda jak przygotowanie do trzeciej wojny światowej. No sorry, ale tak to u mnie wygląda.
Skąd wziąć lody, żeby przeżyć? (czyli dlaczego domowe są lepsze)
Lody ze sklepu? Serio? Cukier, barwniki, konserwanty… No sorry, wolę wiedzieć, co pakuję w moje dzieci. Zresztą, sama staram się ograniczać te wszystkie „ulepszacze”. Poza tym, jaka to frajda? Żadna! Robimy razem, brudzimy razem, jemy razem! *Ironia mode ON*. A potem sprzątamy razem. No dobra, sprzątam głównie ja, ale liczy się idea!
Lody na ratunek, czyli dlaczego to w ogóle ma sens?
Bo serio, ma! Po pierwsze, to szybki przepis na zaangażowanie dzieci (i odsunięcie ich od ekranu na 15 minut, rekord!). Po drugie, zdrowa alternatywa dla tych wszystkich „słodkich zabójców” ze sklepu. I po trzecie, możliwość wykorzystania owoców, które „nikt nie chce jeść” (serio, kto nie lubi truskawek?!). Takie lody to idealny sposób, żeby dzieciaki zjadły porcję witamin w pysznej formie. To tak jak z warzywami ukrytymi w sosie do spaghetti – wszyscy są zadowoleni, a ja czuję się jak superbohaterka.
Magiczna moc owoców: Co wrzucić do blendera? (i co z tego wyjdzie?)
Truskawki, maliny, jagody – klasyka, którą dzieciaki uwielbiają. Zawsze się sprawdzają! Mango, banan, ananas – egzotyczne smaki dla odważnych (i mam, które lubią eksperymentować). Cytryna, limonka – dla tych, co lubią „kwaśne miny” (czyli moje dzieci). No i najważniejsze – porady eksperta! Bo co zrobić, żeby łączyć te wszystkie smaki, żeby nie wyszła „pomyłka życia”? Na szczęście Dr Google zawsze służy pomocą! Generalnie trzymam się zasady, że słodkie owoce (banan, mango) dobrze komponują się z kwaśnymi (cytryna, maliny). No i zawsze dodaję trochę soku z cytryny, żeby kolor był bardziej intensywny.
Przepis krok po kroku: Od owocowego chaosu do lodowego raju (prawie…)
Dobra, czas na konkrety! Potrzebujemy:
- Kilogram ulubionych owoców (mogą być mrożone, wtedy lody będą gotowe szybciej!)
- Łyżka soku z cytryny (obowiązkowo!)
- Opcjonalnie: miód, syrop klonowy lub daktyle do posłodzenia
Instrukcja obsługi blendera (nawet dla opornych!): wrzucamy owoce do blendera, dodajemy sok z cytryny i ewentualnie słodzidło. Miksujemy na gładką masę. Przelewamy do foremek (mogą być takie do lodów na patyku, albo zwykłe plastikowe pojemniki) i wkładamy do zamrażarki na kilka godzin. I gotowe! A co jeśli blender strajkuje? (Opcje awaryjne dla mam w stresie): ręczny mikser albo widelec. No dobra, widelec to ostateczność, ale czasami trzeba improwizować!
Kłótnie, krzyki i… blender! (czyli typowy dzień z życia)
Antoni chce tylko truskawki, Wiktoria tylko maliny. Klasyka gatunku! „Mamo, on mi zabrał łyżkę!” „Mamo, ona włożyła palec do blendera!” (Znacie to, prawda?). No i jeszcze ten blender, który postanowił przetestować moją cierpliwość (i skończyć swój żywot w moim mieszkaniu). W takich momentach mam ochotę schować się w szafie i udawać, że mnie nie ma. Ale wtedy przypominam sobie, że lody to jedyny sposób na chwilę spokoju. No sorry, ale tak to wygląda!
Strategie przetrwania: Jak ogarnąć lodowy armagedon?
Dobra, czas na moje tajne bronie. Po pierwsze, podział obowiązków (Antoni kroi truskawki, Wiktoria wrzuca do blendera. Teoria.). Po drugie, „Kto się kłóci, nie je lodów!” (Działa… czasami). I po trzecie, głęboki oddech i mantra „Dla dzieci wszystko” (Tak naprawdę myślę o drinku…). Ale serio, najważniejsze to zachować spokój i pamiętać, że to tylko lody. A poza tym, taki mały chaos czasami dobrze robi. Badania wskazują, że dzieci, które mają możliwość swobodnej zabawy i eksperymentowania, rozwijają kreatywność i umiejętność rozwiązywania problemów (źródło: Badanie „Rola swobodnej zabawy w rozwoju dziecka” opublikowane w „Journal of Early Childhood Development”).
Lody gotowe! (Udało się?!) – Degustacja, radość i… sprzątanie!
Radość dzieci bezcenna (nawet jeśli są całe umazane lodami). A sprzątanie po lodowej masakrze… No cóż, to już inna historia. Ale powiem Wam, że widok uśmiechniętych dzieci, które zajadają się lodami zrobionymi własnoręcznie, wynagradza wszystko. Lody zrobione własnoręcznie smakują najlepiej! (nawet jeśli jestem cała spocona). I wiecie co? W takich momentach czuję, że bycie mamą, nawet tą samotną i pracującą w korpo, ma sens. A jeśli też jesteś samotną mamą, pamiętaj, że nie jesteś odosobniona! W swoich wyzwaniach nie jesteś osamotniona.
Bonus: Lodowe wariacje – co jeszcze można dodać?
Orzechy, czekolada, wiórki kokosowe – dla łasuchów (i mam, które chcą sobie dogodzić). Miód, syrop klonowy, daktyle – naturalne słodzidła dla tych, co dbają o linię (taa…). A poza tym, eksperymentujcie! Dodajcie zioła (mięta, bazylia), przyprawy (imbir, cynamon), a nawet warzywa (szpinak, ogórek)! Tylko na własną odpowiedzialność, oczywiście!
Więcej spokoju, mniej cukru, więcej radości!
Domowe lody to nie tylko deser, to wspólna zabawa i chwila wytchnienia (no dobra, prawie). Nie zapominajcie, nie wszystko musi być idealne! (ważne, że jest smacznie!). I przypominam – jeśli czujecie, że macie dość, że obowiązki związane z wychowaniem dzieci Was przerastają – nie jesteście odosobnione! Wiele mam odczuwa podobne emocje (źródło: badania dotyczące wypalenia rodzicielskiego, np. Roskam, I., & Mikolajczak, M. (2017). A step forward in the conceptualization and measurement of parental burnout: The Parental Burnout Assessment (PBA). *Frontiers in Psychology, 8*, 163.). Dajcie sobie prawo do gorszego dnia, sięgnijcie po wsparcie rodziny, przyjaciół lub terapeuty. A na poprawę humoru – lody! Do następnego przepisu! (A w kolejnym odcinku: Jak zrobić domową pizzę i przeżyć!).
Informacja: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji lekarskiej lub psychologicznej. W przypadku problemów zdrowotnych zawsze skonsultuj się z lekarzem.
Wykorzystane publikacje:
- Roskam, I., & Mikolajczak, M. (2017). A step forward in the conceptualization and measurement of parental burnout: The Parental Burnout Assessment (PBA). Frontiers in Psychology, 8, 163.