Wiejskie dzieciństwo bez lukru: prawda o życiu na wsi

Wiejskie dzieciństwo bez lukru: prawda o życiu na wsi

Wieś, ach wieś! Sielanka z obrazka? No nie do końca…

Znacie to: w telewizji pokazują dzieci na wsi, rumiane, zdrowe, biegające po łąkach, a ty myślisz: „O, raj! Czyste powietrze, zero smogu, dzieciństwo jak z reklamy”. Tylko że rzeczywistość bywa ciut, no dobra, bardziej skomplikowana. Ja to w ogóle mam wrażenie, że reklamy to kręcą chyba na innej planecie. Serio! Zawsze perfekcyjnie ułożone fryzury, nieskazitelnie czyste ubranka, a u mnie? Wieczny chaos i plamy z błota, których nie da się doprać. No sorry, ale to jest prawdziwe życie! A życie na wsi z dziećmi wbrew pozorom nie zawsze jest tak różowe, jak je malują. Przyjrzyjmy się tym „wiejskim” mitom, co?

Mit #1: Dzieci na wsi są zawsze zdrowe jak rydze

Fakt, świeże powietrze robi swoje, to nie ulega wątpliwości. Ale alergie i astma to nie tylko miejska przypadłość. Do tego dochodzi ekspozycja na środki ochrony roślin, nawozy – sorry, ale to nie jest takie hop-siup, że wieś = zdrowie. I jeszcze ta wszechobecna alergia na pyłki… Antyhistamina na dzień dobry to podstawa! Moja Wiktoria, jak tylko powącha wiejskie powietrze, od razu zaczyna kichać jakby co najmniej zobaczyła pióro marabuta. Co ciekawe, badanie PubMed z 2020 roku, a konkretnie „The impact of greenness on children’s cognitive and mental health outcomes: A systematic review”, wykazało, że dostęp do terenów zielonych (nawet tych miejskich!) ma pozytywny wpływ na funkcje poznawcze i zdrowie psychiczne dzieci. Czyli, tak naprawdę, nie trzeba od razu rzucać wszystkiego i przeprowadzać się na wieś, żeby dziecko miało kontakt z naturą. Czasami wystarczy porządny park pod nosem.

Jak to naprawdę wygląda? Opowiem wam o ciotce Helence, która ma gospodarstwo. Dzieciaki w wakacje u niej spędzają czas super, ale po powrocie do Warszawy, córka zaczyna kaszleć jak gruźlik po roku palenia. Takie uroki. No i jeszcze te kleszcze! Znacie to, prawda? Po każdym spacerze po lesie, trzeba małego delikwenta oglądać jakby co najmniej miał ospę wietrzną.

Mit #2: Wieś to raj dla rozwoju dziecka – natura, zwierzęta, brak ograniczeń!

No pewnie, kontakt z naturą super sprawa. Ale jak masz jedno dziecko na kilometr kwadratowy, to socjalizacja wygląda trochę inaczej niż w zatłoczonym parku. Moja Wiktoria jak widzi inne dziecko to piszczy z radości jakby co najmniej spotkała jednorożca. A zwierzęta? Super, ale jak masz czas pilnować, żeby krowa nie nadepnęła ci na pociechę. A i dostęp do zajęć dodatkowych? No sorry, ale do najbliższego karate trzeba dowieźć małego geniusza 30 km w jedną stronę. Ja rozumiem, że rozwój dziecka na wsi ma swoje plusy, ale logistyka czasami mnie przerasta. Pamiętam, jak raz Antka zapisałam na szachy w pobliskiej wiosce. Okazało się, że jedyny transport to autobus PKS, który jeździł raz na ruski rok. Skończyło się na tym, że to ja jeździłam jak wariatka, żeby syn mógł pograć pionkami.

Na szczęście, American Academy of Pediatrics w raporcie „The power of play: A pediatric role in enhancing development in young children” z 2018 roku podkreśla, jak ważna dla rozwoju dziecka jest swobodna zabawa. A na wsi, no sorry, tego miejsca do biegania i wymyślania różnych głupot jest naprawdę dużo. No i zawsze można się wytarzać w błocie – bezcenne!

Mit #3: Dzieci na wsi są bezpieczne – wszyscy się znają, nikt obcy się nie kręci

Niby tak, ale… wypadki się zdarzają wszędzie. A dostęp do lekarza? No sorry, ale na pogotowie trzeba czekać dłużej niż na promocję w Lidlu. Ostatnio Antka ugryzł pies sąsiada (na szczęście tylko lekko!), a do najbliższej przychodni miałam godzinę drogi. A i „wszyscy się znają” nie zawsze oznacza, że wszyscy są święci. Plotki i zawiść potrafią być bardziej toksyczne niż spaliny w centrum Warszawy. Wiem, że brzmi to strasznie, ale kiedyś sąsiad Józek, pijany jak bela, wjechał traktorem w płot. Dzieciaki na szczęście bawiły się po drugiej stronie domu. No sorry, bezpieczeństwo to podstawa, niezależnie od lokalizacji.

Mit #4: Dzieci na wsi mają nudne życie, bo nie ma tylu atrakcji co w mieście

Nuda? Może i mniej centrów handlowych, ale za to więcej miejsca na kreatywność! Dzieciństwo na wsi uczy zaradności. Dzieciaki na wsi potrafią zbudować bazę z patyków lepszą niż niejeden architekt. A błoto? To jest dopiero zabawa! No i ta wolność… Nie musisz pilnować dziecka co pięć sekund, bo nie wpadnie pod tramwaj. Ostatnio Antka nie widziałam przez pół dnia. Okazało się, że z kolegami budowali tratwę na stawie. No sorry, w Warszawie to by im nie przeszło.

Ale halo, bez dramatu! Co wieś ma jednak do zaoferowania?

Okej, obaliłam kilka mitów, no sorry, ale musiałam. Ale to nie znaczy, że wieś a dzieci to zły pomysł! Wręcz przeciwnie. Wieś uczy dzieci samodzielności, odpowiedzialności, szacunku do natury. To, czego nie da się kupić w żadnym sklepie. I ten spokój… Bezcenny. Metaanaliza z ScienceDirect, „The relationship between nature exposure and mental health in children: A meta-analysis”, sugeruje, że ekspozycja na naturę pozytywnie wpływa na zdrowie psychiczne dzieci. Zbudowanie szałasu w lesie może być lepsze niż godzina na konsoli! No i te wieczory… Zero hałasu, tylko cykanie świerszczy. To naprawdę spędza sen z powiek, w pozytywnym sensie!

Światowa Organizacja Zdrowia, czyli WHO, w swoim raporcie „Urban green spaces and health” z 2016 roku podkreśla, że dostęp do zieleni, nawet w miastach, ma zbawienny wpływ na zdrowie. A na wsi tej zieleni jest po prostu więcej. Czyli tak naprawdę, niezależnie od tego, gdzie mieszkasz, kontakt z naturą jest ważny. No i nie ma co ukrywać, że wieś a zdrowie dzieci to często idą w parze. Tylko trzeba pamiętać o tym, że to nie jest panaceum na wszystko.

To jak to jest z tą wsią?

Wieś to nie raj na ziemi, ale też nie siedlisko zła. To po prostu inne środowisko, z własnymi plusami i minusami. I jak wszędzie, najważniejsze jest to, żeby dziecko czuło się kochane i bezpieczne. No i żeby miało gdzie uciec przed ciotką Helenką i jej traktorem… Żartuję, oczywiście! (No prawie). Pamiętajcie, że niezależnie od tego, czy mieszkacie w mieście, czy na wsi, wychowanie dzieci to zawsze wyzwanie. Ale też niesamowita przygoda. I to właśnie ta przygoda jest najważniejsza!

Zastrzeżenie: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji medycznej. W przypadku jakichkolwiek problemów zdrowotnych, zawsze skonsultuj się z lekarzem.

Dbamy o rzetelność naszych treści. Poniżej znajdują się badania, które były podstawą do stworzenia tego artykułu:

  • „The impact of greenness on children’s cognitive and mental health outcomes: A systematic review”PubMed (2020).
  • „Urban green spaces and health”WHO (2016).
  • „The relationship between nature exposure and mental health in children: A meta-analysis”ScienceDirect (2018).
  • „The power of play: A pediatric role in enhancing development in young children”American Academy of Pediatrics (2018).

Głęboko cenimy rzetelność naszych informacji, dlatego pod tym adresem możesz dowiedzieć się więcej o naszej polityce publikacji

Agnieszka Jaworek
Blogerka, mama na pełen etat

Hejka Mamuśki! Mam na imię Agnieszka i jestem mamą na pełen etat – ogarniam codzienność w duecie z moją energiczną dwójką: Wiktorią - małą królową kreatywnych katastrof, i Antkiem (9 lat), ekspertem od klocków LEGO i niekończących się pytań. Na ABC Mamy dzielę się moją codzienną przygodą – tą pełną śmiechu, chaosu, ale i wzruszeń. Piszę o tym, jak to jest być samotną mamą, która czasem balansuje na linie, a czasem po prostu śmieje się z tego, co przynosi życie.

0
Would love your thoughts, please comment.x