Czy emigracja to lepsza przyszłość dla mojego dziecka? Rozważania matki.
Pytanie za milion dolarów… (albo euro, zależy gdzie planujesz uciekać!). Serio, jak myślicie, ile razy siedziałam z kawą, gapiąc się w kubek, i ważyłam za i przeciw? Znacie ten moment, kiedy leżycie w nocy, gapiąc się w sufit, i zastanawiacie się, czy trawa jest zieleńsza gdzie indziej? No właśnie. I czy to „gdzie indziej” to na pewno dobry kierunek dla naszych pociech? Bo co, jeśli Antkowi nie spodoba się ichniejszy futbol, a Wiktoria zatęskni za pierogami babci? To jest dopiero dylemat!
Wyjazd na próbę, czyli jak udawałam emigrantkę.
Serio, zamiast rzucać wszystko na jedną kartę i pakować manatki w tempie ekspresowym, spróbowałam symulacji życia za granicą. Taki „emigracyjny lajfstajl” na wakacjach. Trochę jak „Żona Hollywood”, tylko bez drogich ciuchów i dram. Chodziło o to, żeby sprawdzić, czy życie emigranta z dziećmi to rzeczywiście bajka, czy raczej survival.
Wakacje z nutką „życia na obczyźnie”: Zero all inclusive!
Dobra, zapomnijcie o hotelach z basenem i drinkami z palemką. Wynajęłam małe mieszkanko na przedmieściach, takie, żeby poczuć klimat normalnego życia. Biedronki brak, ale za to lokalny targ, gdzie jak wariatka, próbowałam zrozumieć ceny w obcej walucie. Antek marudził, że nie ma Wi-Fi, Wiktoria chciała lody. Witajcie w prawdziwym życiu! Ale powiem wam, nawet zakupy spożywcze w obcym kraju to niezła lekcja pokory. A do tego, zmusza do używania języka, bo pani w sklepie niekoniecznie mówi po polsku, no sorry!
Krótki kurs językowy – dla mnie i dla dzieciaków.
No dobra, ja się tam języków uczyłam w szkole, niby coś tam pamiętam, ale przy dzieciach i korpo, to mózg mam jak sito. Antka zapisałam na obóz językowy – niech się uczy z rówieśnikami, może szybciej mu wejdzie. A Wiktoria… cóż, ona uczy się języka przez oglądanie „Psiego Patrolu” po angielsku, no sorry! Ale powiem wam, że jak usłyszałam, jak Antek zamawia pizzę po angielsku, to byłam dumna jak paw! Może ta emigracja a dzieci to jednak nie taki zły pomysł?
Podpytywanie emigrantów: bez lukru, proszę!
To był kluczowy element mojej „symulacji”. Spotkania z Polakami, którzy już mieszkają za granicą. Zero lukru, proszę! Chcę usłyszeć o plusach i minusach, o problemach z pracą, o tęsknocie za rodziną, o tym, jak wygląda tam system edukacji (to mnie najbardziej interesuje, bo Antek idzie do czwartej klasy). I wiecie co? Usłyszałam różne historie. Jedni zachwyceni, drudzy żałują. Ale jedno było pewne: emigracja to nie jest „hop siup”, tylko poważna decyzja. I to utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto wszystko dokładnie przemyśleć.
Konsultacja z doradcą zawodowym – ale takim od „zagranicznych karier”.
Czy moje korporacyjne skillsy są w ogóle coś warte za granicą? I czy Antkowi łatwo będzie się odnaleźć w nowej szkole? Doradca zawodowy prześwietlił moje CV i powiedział, że mam szanse, ale muszę podszlifować język i przygotować się na zmiany w kulturze pracy. A co do Antka… zasugerował, żeby poszukać szkoły z programem dla dzieci imigrantów. No dobra, to już mam kolejny punkt do odhaczenia na mojej liście „do ogarnięcia”.
Co na to specjaliści?
No dobra, dosyć moich amatorskich śledztw, czas na wsparcie ekspertów!
Psycholog dziecięcy: Jak przygotować dziecko na zmianę otoczenia i ewentualny szok kulturowy.
⚡Według psychologów dziecięcych, kluczem jest komunikacja. Dziecko musi wiedzieć, co się dzieje, dlaczego się dzieje i co je czeka. „Rozmowy powinny być dostosowane do wieku dziecka i skupiać się na pozytywnych aspektach zmiany, ale także uwzględniać obawy i wątpliwości dziecka” – radzi dr Maria Król z Instytutu Psychologii Dziecięcej. (Wskazówka: Dużo rozmów i tłumaczenia, zero straszenia! I dużo cierpliwości, bo dzieciaki czasem potrzebują czasu, żeby to wszystko przetrawić).
Badania pokazują, że dzieci, które są aktywnie włączane w proces podejmowania decyzji o emigracji, lepiej radzą sobie z adaptacją w nowym środowisku. Przykładowo, w badaniu przeprowadzonym przez Uniwersytet Jagielloński, stwierdzono, że dzieci, które miały możliwość wyboru szkoły lub zajęć pozaszkolnych w nowym kraju, wykazywały mniejszy poziom stresu i lęku związanego ze zmianą. A jak wiadomo, zestresowane dziecko = zestresowana mama. No sorry!
Specjalista ds. edukacji: Jakie są różnice w systemach edukacji i co oferują poszczególne kraje.
Szkoła to podstawa! Konsultowałam się ze specjalistą ds. edukacji, żeby dowiedzieć się, jakie są różnice w systemach edukacji w różnych krajach. Bo powiem wam, że to, co działa w Polsce, niekoniecznie musi działać za granicą. ⚡Według raportu UNESCO, systemy edukacji w Europie różnią się pod względem programów nauczania, metod nauczania i wsparcia dla uczniów imigrantów. (Czy szkoła Antka będzie miała kółko szachowe? To dla niego kluczowe!). Ważne jest, aby wybrać kraj, który oferuje odpowiednie wsparcie dla dzieci z rodzin imigranckich, takie jak dodatkowe lekcje języka i programy integracyjne.
Prawnik imigracyjny: Formalności, wizy, pozwolenia na pracę… temat rzeka, ale trzeba to ogarnąć.
No dobra, formalności to zawsze najgorsze. Ale nie można ich pominąć, żeby nie skończyć jak nielegalny imigrant. Konsultacja z prawnikiem imigracyjnym to podstawa. Temat rzeka, ale trzeba to ogarnąć, żeby nie skończyć jak nielegalny imigrant. No i żeby nikt nas nie deportował, bo dzieciaki będą płakać! Prawnik wytłumaczył mi, jakie dokumenty są potrzebne, jakie są procedury i jakie są szanse na uzyskanie wizy. Powiem wam, że po tej rozmowie miałam ochotę uciec… ale nie za granicę, tylko pod kołdrę!
Lista plusów i minusów, czyli Excel w akcji.
Stworzyłam arkusz kalkulacyjny z potencjalnymi korzyściami i wadami emigracji z dzieckiem. Brzmi korporacyjnie? No sorry, ale jestem mamą i pracuję w korpo – muszę ogarnąć temat systematycznie! Wszystko czarno na białym, żeby nie dać się ponieść emocjom. No i żeby nie zapomnieć o niczym ważnym.
Plusy: lepsze zarobki? Lepsza edukacja? Większe możliwości dla dzieci?
- Lepsze zarobki: No dobra, nie ukrywam, że to jeden z głównych powodów, dla których w ogóle myślę o emigracji. Za te same umiejętności można zarobić więcej, a to oznacza lepszy standard życia dla mnie i dla dzieciaków.
- Lepsza edukacja: Słyszałam, że w niektórych krajach edukacja jest na wyższym poziomie niż w Polsce. Może Antek miałby większe szanse na rozwój swoich talentów? No i może nie musiałabym mu pomagać z matmą, bo tam lepiej uczą? 😉
- Większe możliwości dla dzieci: Dostęp do lepszej opieki zdrowotnej, szerszy wybór zajęć pozalekcyjnych, możliwość nauki języków obcych od najmłodszych lat… To wszystko brzmi bardzo kusząco.
Minusy: Tęsknota za rodziną? Bariera językowa? Szok kulturowy?
- Tęsknota za rodziną: To chyba największy minus. Moi rodzice, rodzeństwo, przyjaciele… Będzie mi ich bardzo brakowało. I wiem, że im nas też.
- Bariera językowa: Niby coś tam znam, ale do swobodnej komunikacji jeszcze długa droga. A co dopiero Antek i Wiktoria? Czy dadzą radę?
- Szok kulturowy: Inne zwyczaje, inne jedzenie, inne poczucie humoru… Czy uda nam się zaaklimatyzować w nowym środowisku?
Mój werdykt?
Czy te wszystkie próby i rozważania dały mi odpowiedź? Nie do końca. Ale dały mi solidne podstawy do podjęcia decyzji. Wiem, że emigracja samotnej matki z dziećmi to nie jest bułka z masłem. To ogromna zmiana, która wpłynie na całą rodzinę. Ale jeśli jesteś na to gotowa… to może warto spróbować? A może nie? Sama nie wiem! Jestem totalnie rozdarta! A może jest ktoś, kto mi podpowie? No dobra, wiem, że nikt mi nie powie, co mam robić. To moja decyzja. I muszę ją podjąć sama.
Ale wiecie co wam powiem? Gdybym miała taką możliwość, to bym spróbowała. Dlaczego? Bo wierzę, że warto dać szansę swoim dzieciom na lepsze życie. Na lepszą edukację, na lepszą przyszłość. I wiem, że będzie ciężko. Ale wiem też, że dam radę. Bo jestem mamą. A mamy potrafią wszystko! No dobra, prawie wszystko. 😉 Apeluję do mam: najważniejsze, żebyście były szczęśliwe. Bo szczęśliwa mama = szczęśliwe dzieci! A gdzie to szczęście znajdziecie? To już wasza decyzja. To cholernie trudny dylemat, wiem. To pytanie dręczy wiele mam.
Jeśli rozważasz wyjazd, ale obawiasz się, jak dziecko odnajdzie się w nowym kraju, przeczytaj o tym jak ogarnąć start w nowym kraju.
P.S. Nadal piję kawę i rozważam opcje. Antka już przekonałam, że w Anglii są fajne parki linowe. Wiktoria nadal ogląda „Psiego Patrolu”. Jakby co, mam plan B, C i D. Bo jak to mówią: przezorny zawsze ubezpieczony! I oby tylko ta trawa na drugim końcu była naprawdę zieleńsza, a nie tylko na Instagramie! I oby Antkowi w końcu spodobał się ten ichni futbol!
Informacja: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji psychologicznej, prawnej lub edukacyjnej.