Macierzyństwo na wsi? Sprawdź, zanim spakujesz walizki!

Macierzyństwo na wsi? Sprawdź, zanim spakujesz walizki!

Mama na wsi: Kompletny przewodnik po życiu, zdrowiu, pracy i macierzyństwie poza miastem (Bez lukru!)

Słyszałaś to pewnie milion razy: życie mamy na wsi to sielanka. Świeże powietrze, spokój, dzieci biegające boso po trawie, Ty zrelaksowana na hamaku z lemoniadą… No cóż, powiem Ci jak jest naprawdę. Owszem, bywa pięknie, ale częściej to rollercoaster emocji, logistyki i absurdów dnia codziennego. Zapnij pasy, bo zabieram Cię w podróż po prawdziwym macierzyństwie na wsi – od ciążowych mdłości po walkę o miejsce w (nieistniejącym?) żłobku.

Ciąża na wsi: Sielanka czy survival?

Słyszałam to od zawsze: ciąża na wsi, to sama natura, świeże powietrze, relaks… Hahaha! Dobre sobie! No sorry, ale bardziej przypomina to czasem obóz przetrwania z dodatkowymi nudnościami i opuchniętymi kostkami. Nie zrozumcie mnie źle, ma to swoje niezaprzeczalne uroki, ale… ogarnąć to wszystko, mając dostęp do lekarza raz na ruski rok i słuchając „dobrych rad” ciotek z drugiego końca wsi, to jak żonglować płonącymi pochodniami podczas jazdy na traktorze.

Test ciążowy wyszedł pozytywny? Gratulacje! A teraz… Logistyka!

Znacie ten moment, kiedy widzicie dwie kreski na teście i mieszankę euforii i paniki? Ja wtedy prawie zemdlałam na widok rachunku za test w wiejskim sklepiku! Serio! Ale dobra, trzeba się zebrać w garść! To, że test ciążowy wyszedł pozytywny, to dopiero początek przygody. A teraz czas na planowanie, bo na wsi spontaniczność w pewnych kwestiach to luksus.

Pierwsze kroki – lekarz, USG, dojazdy i wiejskie plotki (i jak je przetrwać).

No więc… lekarz. Na wsi to temat rzeka. Albo masz anioła w kitlu tuż za rogiem, albo przygotuj się na regularne wycieczki do miasta, które pochłoną pół dnia. Plusy? Może faktycznie krócej czekasz w poczekalni (bo jesteś jedyną pacjentką?). Minusy? Dojazd, zwłaszcza zimą lub gdy auto odmówi posłuszeństwa, może być problematyczny. A USG? Czasem czujesz się jakbyś leciała na drugi koniec Polski na badanie. Ale najważniejsze to znaleźć lekarza, któremu ufasz i który nie traktuje Cię jak kolejnej ciekawostki zza miedzy. Na szczęście pojawiają się nowe opcje – warto sprawdzić, jak działa telemedycyna na wsi i jak może ułatwić kontakt ze specjalistami. A wiecie co jeszcze jest nieuniknione? Wiejskie plotki! „A widziałaś Kaśkę? Przytyła coś…” Ja rozumiem, że ludzie są ciekawi, ale serio, czasem to się robi męczące. Jak przetrwać? Uśmiechaj się, kiwaj głową i włącz wewnętrzny filtr. Albo stosuj moją sprawdzoną metodę „totalna ignorancja”. Działa cuda!

Dieta ciążowa z darów natury (i supermarketu) – co jeść, a czego unikać (no sorry, sushi i oscypek z bacówki odpadają).

Dieta w ciąży na wsi brzmi super zdrowo, prawda? Warzywa prosto z ogródka sąsiadki, jajka od jej szczęśliwych kurek… No tak, ale bądźmy realistkami. Nie zawsze jest sezon na wszystko, a i do sklepu trzeba czasem pojechać. Wiadomo, że warto jeść zdrowo, warzywa i owoce to podstawa. Zresztą, badanie opublikowane w „Journal of Nutrition” wykazało, że kobiety w ciąży, które spożywały zróżnicowaną dietę, bogatą w owoce i warzywa, miały mniejsze ryzyko wystąpienia niedoborów witamin i minerałów. Czyli – marchewka z własnego ogródka tak, ale nie dajmy się zwariować. Zbilansowana dieta to klucz, niezależnie czy mieszkasz na wsi, czy w centrum Warszawy. No i pewne rzeczy odpadają – sushi wiadomo, ale też surowe mleko prosto od krowy czy niepasteryzowane sery z lokalnego bazarku – lepiej dmuchać na zimne.

Ruch to zdrowie, czyli jak nie zamienić się w ziemniaka na kanapie (i jak znaleźć czas i motywację).

„Leż i pachnij, kobieto, w twoim stanie!” – słyszałaś to? Ja na początku ciąży słyszałam non stop. Ale serio, ruch to zdrowie, także (a może zwłaszcza) w ciąży, o ile lekarz nie zaleci inaczej. Spacer po polnych drogach (uważaj na dziury!), lekka gimnastyka w domu, joga dla ciężarnych z YouTube… cokolwiek, byle nie zapaść w kanapowy letarg. Na wsi może brakować fitness klubów za rogiem, ale natura daje mnóstwo możliwości. Kluczem jest znalezienie motywacji i czasu, co przy innych obowiązkach bywa trudne. Pamiętaj, że ciąża na wsi to też dobra okazja, by nauczyć się zwalniać tempo i dbać o swoje zdrowie, także przez umiarkowaną aktywność.

Przygotowanie do porodu – szkoła rodzenia na końcu świata?

Myślisz, że szkoła rodzenia to luksus dostępny tylko w mieście? Niekoniecznie! Coraz częściej pojawiają się inicjatywy lokalne, a wiele szkół oferuje kursy online. Warto poszukać, bo dobre przygotowanie do porodu to połowa sukcesu (i mniej paniki!). Sprawdź, czy szkoła rodzenia na wsi jest możliwa w Twojej okolicy i jak się do niej przygotować, nawet jeśli miałaby być wirtualna.

Poród w wiejskim stylu: Od bociana do helikoptera (oby nie!).

Poród na wsi… Tu zaczyna się prawdziwa logistyczna łamigłówka. Wyobrażasz sobie idyllę – rodzisz w domu przy kominku, z widokiem na kwitnącą łąkę, a położna podaje Ci ziołową herbatkę… No dobra, weryfikacja rzeczywistości. Czasem trzeba liczyć się z tym, że do najbliższego szpitala z sensownym oddziałem jest godzina jazdy (przy dobrych wiatrach), a słowo „karetka” wywołuje nerwowy śmiech sąsiadów.

Gdzie rodzić – szpital miejski, kameralny oddział powiatowy, a może… zaufana położna?

No dobra, żarty na bok. Wybór miejsca porodu na wsi często jest ograniczony, ale warto rozważyć wszystkie opcje. Duży szpital miejski? Masz tam pełne zaplecze, specjalistów, ale też często taśmową produkcję i zero intymności. Mniejszy szpital powiatowy? Może być bardziej kameralnie, ale sprawdź opinie i standardy. A może marzy Ci się coś innego? Pamiętaj, że poród na wsi może być spokojnym rozwiązaniem blisko natury, jeśli dobrze się do niego przygotujesz i wybierzesz odpowiednie miejsce lub wsparcie.

Opcja 1: Szpital – bezpieczeństwo vs. odległość i anonimowość.

Szpital – dla wielu to synonim bezpieczeństwa. I słusznie, bo w razie komplikacji masz na miejscu sprzęt i lekarzy. Wady? Odległość, konieczność dojazdu w skurczach (nie polecam!), anonimowość, szpitalne procedury, no i te wizyty całej rodziny zaraz po porodzie… Jak to przeżyć? Skup się na sobie i dziecku, asertywnie komunikuj swoje potrzeby personelowi (tak, na wsi też można!). Badania pokazują, że kobiety, które czuły się wspierane i szanowane przez personel medyczny, miały lepsze doświadczenia porodowe, niezależnie od lokalizacji szpitala.

Opcja 2: Wsparcie lokalnej położnej – anioł stróż czy ryzyko?

Coraz więcej mówi się o roli położnych. Na wsi często znają się one z lokalną społecznością, budzą zaufanie. Dobra, doświadczona położna może być ogromnym wsparciem, zarówno przy porodzie szpitalnym, jak i – dla odważnych i zdrowych – przy porodzie domowym (o ile jest to legalne i bezpieczne w danym miejscu!). Jeśli masz niskie ryzyko powikłań i marzysz o bardziej naturalnym, zindywidualizowanym porodzie, dowiedz się, czy współpraca z położną na wsi to opcja dla Ciebie i jak może wyglądać taki spokojny poród. Pamiętaj jednak, by zawsze mieć plan B i omówić wszystko z lekarzem.

Lista rzeczy do szpitala / na poród domowy – ogarnij to, zanim wody odejdą w polu kukurydzy!

Zaufaj mi, dobra lista rzeczy do spakowania to podstawa. Niezależnie czy rodzisz w szpitalu 50 km dalej, czy planujesz poród w domu. Ogarnij to wcześniej, spakuj torbę (albo dwie!), bo inaczej skończysz jak ja – w szpitalu w za dużych gaciach męża i bez szczoteczki do zębów, bo akcja porodowa zaskoczyła mnie podczas pielenia grządek.

Pierwsze miesiące z maluchem: Kupki, kolki, kurze koncerty i… brak wsparcia?

Pierwsze miesiące z noworodkiem na wsi… No dobra, powiem szczerze, to hardcore w wersji Luks (Luksusowo Uciążliwej Katorgi Czasem ;)). Nieprzespane noce, kupki we wszystkich kolorach tęczy, kolki, które doprowadzają Cię na skraj załamania, a do tego kogut piejący pod oknem o 4 rano i kury dziobiące w szybę. Serio, to wszystko naraz! A do tego często dochodzi poczucie izolacji – brak koleżanek-mam w pobliżu, daleko do grup wsparcia… Ale wiecie co? Przetrwacie to. Ja wiem, że teraz brzmi to strasznie, ale naprawdę, dacie radę.

Karmienie piersią – sielanka pod gruszą czy walka z wiatrakami (i teściową)?

Karmienie piersią to temat rzeka, niezależnie od miejsca zamieszkania. Na wsi może być pięknie – karmisz sobie na leżaku w ogrodzie… a może być też trudno – brak dostępu do doradcy laktacyjnego, presja otoczenia („Daj mu butlę, bo płacze!”, „Twoje mleko jest za chude!”). Pamiętaj, mleko prosto od krowy to dla niemowlaka zły pomysł!

Jak laktacja i karmienie na wsi wygląda naprawdę (czyli mniej Instagrama, więcej rzeczywistości).

Laktacja i karmienie na wsi wygląda tak samo, jak wszędzie indziej – czyli często mniej ma wspólnego ze zdjęciami z Instagrama, a więcej z rzeczywistością: bólem brodawek, nawałami, kryzysami laktacyjnymi, zmęczeniem, brakiem snu… No i te komentarze teściowej, że „za mało jesz”, „dziecko głodne”, „za długo go trzymasz przy piersi”… No sorry, ale czasem mam ochotę wyjechać na bezludną wyspę (byle z dobrym zasięgiem, żeby zamówić pizzę).

Ból, zmęczenie i brak snu – czyli jak nie zwariować (i gdzie znaleźć chwilę dla siebie).

Ból po porodzie, permanentne zmęczenie i chroniczny brak snu… to codzienność każdej młodej mamy. Jak nie zwariować w tym kołowrotku? Znajdź chwilę dla siebie. Serio, choćby 5 minut dziennie na wypicie ciepłej kawy (mission impossible, wiem!). Poczytaj książkę, weź gorącą kąpiel, posłuchaj muzyki, wyjdź na krótki spacer sama. A gdzie schować się przed teściową i jej „dobrymi radami”? Hmm, może za stodołą? Albo udawaj, że śpisz. Kluczowe jest zadbanie o swoje zdrowie psychiczne.

Wychowanie w zgodzie z naturą (i zdrowym rozsądkiem).

Wychowanie blisko natury… na wsi to brzmi jak oczywistość, prawda? Dzieci biegające po podwórku, jedzące warzywa z ogródka, mające kontakt ze zwierzętami. I super! Ale pamiętajmy też o realiach. Nie zawsze jest bezpiecznie puszczać malucha samego, a warzywa trzeba czasem kupić w sklepie. Warto czerpać z darów natury, ale bez popadania w skrajności.

Naturalna pielęgnacja i domowe sposoby – babcine mądrości wracają do łask.

Na wsi łatwiej o naturalne metody pielęgnacji. Rumianek na zaparzone oczka, mąka ziemniaczana na odparzenia (serio, działa cuda!), kąpiel w krochmalu. Warto sięgnąć po te proste, babcine sposoby. Są tanie, ekologiczne i często bardzo skuteczne.

Chustonoszenie i bliskość – wolne ręce i szczęśliwe dziecko (nawet na werandzie).

Chustonoszenie to genialny wynalazek, zwłaszcza na wsi! Dziecko jest blisko Ciebie, spokojne, a Ty masz wolne ręce – możesz zrobić obiad, ogarnąć ogródek czy po prostu pochodzić po podwórku bez taszczenia wózka po wybojach. A jak nie wyglądać jak nieudolnie zabandażowana mumia? Po prostu ćwicz wiązanie. Trochę praktyki i będziesz śmigać jak profesjonalistka. No i zawsze to dodatkowa kryjówka przed niechcianymi gośćmi (żartuję… częściowo!).

Aktywna mama na wsi – jak zadbać o formę bez fitness klubu?

Po porodzie każda mama myśli o powrocie do formy. Ale jak to zrobić na wsi, gdzie najbliższy fitness klub jest 30 km dalej, a jedyna „siłownia” to przerzucanie siana? Da się! Spacery z wózkiem (nawet po polnych drogach to niezły trening!), ćwiczenia w domu z wykorzystaniem tego, co masz pod ręką (butelki z wodą jako hantle?), joga online. Kluczem jest systematyczność i kreatywność. Przekonaj się, że fitness na wsi jest możliwy i możesz być aktywną mamą bez wychodzenia z domu.

Powrót mamy do aktywności zawodowej: Traktor, laptop czy własny biznes?

Koniec urlopu macierzyńskiego zbliża się wielkimi krokami, a Ty zastanawiasz się: co dalej? Powrót do pracy po macierzyńskim na wsi to często większe wyzwanie niż w mieście. Opcje bywają ograniczone, a logistyka potrafi przyprawić o ból głowy.

Żłobek wiejski – mit czy niedoścignione marzenie?

Żłobek na wsi… często brzmi jak Yeti – wszyscy o nim słyszeli, ale mało kto widział. Jeśli masz szczęście i w Twojej okolicy jest placówka, to super! Ale często miejsc jest jak na lekarstwo, a standardy bywają różne. Nierzadko jedyną opcją jest dowożenie dziecka do miasta lub znalezienie opiekunki. Pamiętaj jednak, że dobra opieka dla malucha to nie luksus. Dowiedz się, dlaczego żłobek na wsi to konieczność i jak można walczyć o swoje prawa i lepszą infrastrukturę.

Opiekunka na wsi – skarb czy kolejna plotkara?

Jeśli żłobek odpada, pozostaje opiekunka. Skąd ją wziąć na wsi? Często z polecenia, przez sąsiadów, znajomych. Ile zapłacić? Stawki bywają różne. Ale najważniejsze to znaleźć osobę godną zaufania, która naprawdę kocha dzieci, a nie tylko plotki i seriale. Dokładnie sprawdzaj referencje i słuchaj swojej intuicji!

Praca zdalna, etat w okolicy czy własna działalność?

Jakie są opcje zawodowe dla mamy na wsi? Praca zdalna staje się coraz popularniejsza i daje dużą elastyczność. Można też szukać etatu w pobliskim miasteczku, ale wiąże się to z dojazdami. Coraz więcej mam decyduje się też na własną działalność. Sprawdź, jak ogarnąć powrót do pracy po macierzyńskim na wsi i jakie masz możliwości.

Biznes na wsi – jak połączyć pasję z zarabianiem (i macierzyństwem).

Własny biznes na wsi to marzenie wielu mam. Agroturystyka, rękodzieło, przetwory domowe, prowadzenie bloga, usługi online… możliwości jest sporo, jeśli masz pomysł i determinację. To świetny sposób, by pogodzić macierzyństwo z pracą na własnych zasadach, choć wymaga ogromnej samodyscypliny i organizacji.

Od pomysłu do realizacji – inspirujące historie mam i praktyczne wskazówki.

Znasz mamy, które rozkręciły super biznes na wsi? Ja znam! Jedna prowadzi klimatyczną agroturystykę, druga tworzy przepiękne ceramiczne cuda, trzecia sprzedaje online ekologiczne miody z własnej pasieki. Jak one to robią? Ciężko pracują, są kreatywne i nie boją się ryzyka. Jeśli myślisz o własnej firmie, poszukaj inspiracji i dowiedz się, jak spełnić swoje marzenia o biznesie na wsi.

Życie rodzinne i społeczne na wsi: Blaski, cienie i… teściowa za ścianą.

Życie rodzinne na wsi… ma swoje niezaprzeczalne uroki, ale też sporo wyzwań. Bliskość natury, więcej przestrzeni, wolniejsze tempo życia… Ale też mniejsza anonimowość, plotki, czasem trudne relacje sąsiedzkie i specyfika życia w małej społeczności. A jeśli dodatkowo mieszkasz w domu wielopokoleniowym… cóż, to już wyższa szkoła jazdy.

Dzieci na wsi – raj utracony czy prawdziwe dzieciństwo?

Czy dzieciństwo na wsi to rzeczywiście sielanka? Z jednej strony tak – swoboda, kontakt z naturą, zabawy na podwórku od rana do wieczora. Z drugiej – ograniczony dostęp do rówieśników, zajęć dodatkowych, czasem nuda i poczucie izolacji, zwłaszcza u starszych dzieci. Warto poznać prawdę o wiejskim dzieciństwie bez lukru, by świadomie wspierać swoje dzieci.

Zalety – natura, swoboda, bezpieczeństwo (względne!).

Bliskość natury, możliwość spędzania czasu na świeżym powietrzu, budowanie szałasów, bieganie po polach… To ogromne zalety. Często też wydaje nam się, że wieś jest bezpieczniejsza niż miasto – mniej samochodów, wszyscy się znają. Ale pamiętajmy o innych zagrożeniach – maszyny rolnicze, otwarte studnie, nieogrodzone stawy. Czujność jest potrzebna wszędzie.

Wyzwania – dojazdy, dostęp do edukacji, rozrywki, lekarzy (i jak temu zaradzić).

Największe wyzwania to często logistyka. Dojazd do dobrej szkoły, na zajęcia dodatkowe, do lekarza specjalisty – to wszystko wymaga czasu, organizacji i sprawnego samochodu. Ograniczona oferta kulturalna i rozrywkowa też bywa problemem, zwłaszcza dla nastolatków.

Nastolatek na wsi – jak pomóc mu odnaleźć się i walczyć z samotnością?

Okres dojrzewania na wsi bywa szczególnie trudny. Brak anonimowości, ograniczone możliwości spotkań z rówieśnikami, poczucie bycia „innym” lub „odciętym od świata” mogą prowadzić do frustracji i samotności. Ważne jest, by rodzice byli uważni na potrzeby nastolatka i wiedzieli, jak pomóc w przypadku samotności nastolatka na wsi.

Relacje międzyludzkie – od sąsiedzkiej pomocy po wojnę o miedzę.

Na wsi relacje z sąsiadami są często bliższe i bardziej intensywne niż w mieście. To może być błogosławieństwo (pomoc w potrzebie, pożyczenie szklanki cukru) albo przekleństwo (wszechobecne plotki, wścibstwo, konflikty o płot czy ujadającego psa).

Jak budować dobre relacje (i stawiać granice).

Kluczem jest znalezienie złotego środka – bycie życzliwym i pomocnym, ale też asertywnym i także stawianie granic. Uśmiechaj się, rozmawiaj, ale nie daj sobie wejść na głowę. Pamiętaj, że dobre relacje buduje się latami.

Integracja – festyny, dożynki, koło gospodyń wiejskich (czy to dla Ciebie?).

Lokalne imprezy, stowarzyszenia, koła gospodyń – to świetna okazja do integracji, poznania ludzi i poczucia się częścią społeczności. Nawet jeśli wydaje Ci się to „obciachowe”, spróbuj! Może akurat odkryjesz w sobie pasję do pieczenia ciast na festyn albo znajdziesz bratnią duszę w kole miłośników haftu krzyżykowego?

Dom wielopokoleniowy – jak przetrwać pod jednym dachem z teściami/rodzicami?

Mieszkanie pod jednym dachem z rodzicami lub teściami to na wsi częsta sytuacja. Ma swoje plusy (pomoc przy dzieciach, wsparcie), ale i ogromne minusy (brak prywatności, konflikty pokoleniowe, ciągłe „dobre rady”). Jeśli jesteś w takiej sytuacji, kluczowe jest ustalenie jasnych zasad i granic. Dowiedz się, jak nie zwariować i przetrwać w wielopokoleniowym domu.

Adopcja na wsi – jak przygotować siebie, rodzinę i społeczność?

Decyzja o adopcji to zawsze wielkie wyzwanie, a na wsi może wiązać się z dodatkowymi trudnościami, zwłaszcza jeśli adoptowane dziecko jest innej rasy lub pochodzi z innego środowiska. Trzeba przygotować się na ciekawość, a czasem i nietolerancję otoczenia. Ważne jest, by wiedzieć, jak pokonać bariery i wspierać dziecko w procesie adopcji na wsi.

Wieś kontra miasto: Gdzie lepiej? (Moja subiektywna i brutalnie szczera opinia).

Wieś kontra miasto… Odwieczne pytanie. Gdzie lepiej wychowywać dzieci? Gdzie łatwiej być mamą? No sorry, ale nie ma na to jednej, dobrej odpowiedzi. Wszystko zależy od Twoich priorytetów, stylu życia i tego, co jest dla Ciebie najważniejsze.

Plusy i minusy obu opcji – bez owijania w bawełnę.

Miasto: wygoda, dostęp do wszystkiego (edukacja, kultura, lekarze, sklepy 24h), anonimowość. Ale też: smog, hałas, korki, stres, beton, małe mieszkania, wyścig szczurów.
Wieś: przestrzeń, natura, spokój (pozorny!), cisza (przerywana pianiem koguta i szczekaniem psa sąsiada), wolniejsze tempo, silniejsze więzi społeczne (czasem aż za silne!). Ale też: ograniczony dostęp do usług, logistyka dojazdów, nuda (zwłaszcza dla starszych dzieci), brak anonimowości, plotki.

Moja historia – dlaczego wybrałam wieś (i czy czasem nie żałuję, patrząc na oferty Uber Eats).

Dlaczego ja wybrałam wieś? Bo chciałam, żeby moje dzieci biegały po trawie, a nie po chodniku. Żeby wiedziały, jak rośnie marchewka i skąd się bierze mleko (nie z kartonu!). Żeby oddychały (w miarę) czystym powietrzem. I czy żałuję? Generalnie nie. Ale tak, czasem, gdy marzę o sushi dostarczonym pod drzwi albo spontanicznym wyjściu do kina, to tęsknię za miastem. Życie to sztuka wyboru (i kompromisów!). A gdy dopada mnie kryzys, to czytam o wyzwaniach innych mam, na przykład tych na drugim końcu świata – sprawdź artykuł macierzyństwo na emigracji: Twój niezbędny survival kit! – i od razu doceniam swoje swojskie problemy.

Porady dla mam-wahających się (zanim spakujesz kalosze i kury).

Zastanawiasz się nad przeprowadzką na wieś? Dobrze przemyśl tę decyzję! Wynajmij coś na próbę na kilka miesięcy (najlepiej zimą!), pogadaj szczerze z mieszkańcami, sprawdź dojazdy, dostęp do internetu (kluczowe!). To nie jest raj dla każdego. Ale jeśli kochasz naturę, cenisz spokój (i masz nerwy ze stali, żeby znieść teściową za płotem), to może to być Twoje miejsce na ziemi. Pamiętaj tylko, że kury same się nie nakarmią, a traktor czasem trzeba odpalić na pych.

Oświadczenie: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej porady medycznej, psychologicznej, prawnej czy biznesowej. W przypadku konkretnych problemów lub pytań, skonsultuj się z odpowiednim specjalistą.

Agnieszka Jaworek
Blogerka, mama na pełen etat

Hejka Mamuśki! Mam na imię Agnieszka i jestem mamą na pełen etat – ogarniam codzienność w duecie z moją energiczną dwójką: Wiktorią - małą królową kreatywnych katastrof, i Antkiem (9 lat), ekspertem od klocków LEGO i niekończących się pytań. Na ABC Mamy dzielę się moją codzienną przygodą – tą pełną śmiechu, chaosu, ale i wzruszeń. Piszę o tym, jak to jest być samotną mamą, która czasem balansuje na linie, a czasem po prostu śmieje się z tego, co przynosi życie.

0
Would love your thoughts, please comment.x