Ciche Wojny Mam w Piaskownicy: Uśmiechy na Twarzach, Sztylety w Oczach?
Czyli po co ten cały cyrk? Wspólny mit idealnej matki z Instagrama
Znacie ten moment, kiedy przeglądacie Instagram i widzicie te wszystkie idealne mamuśki, z dziećmi ubranymi w identyczne stroje od projektantów, uśmiechnięte, wypoczęte i gotowe na kolejną aktywność edukacyjną? No właśnie. I wtedy dopada cię myśl: „Kurde, a ja wyglądam jak po przejściach, Antek ma spodnie z dziurą na kolanie, a Wiktoria właśnie wcina piasek”. To jest ten moment, kiedy zaczyna się cicha wojna mam. Niby uśmiechasz się do tej perfekcyjnej pani, ale w głębi duszy masz ochotę schować jej te wszystkie idealne gadżety do pielęgnacji pod wózek. No sorry, ale tak to wygląda. Plac zabaw stał się areną, gdzie nie tylko dzieci budują babki z piasku, ale i my, matki, budujemy swoje ego – często na kruchych fundamentach porównań i ocen.
Mit doskonałej matki to straszny potwór. Karmi się naszymi kompleksami, wyolbrzymia niedociągnięcia i sprawia, że czujemy się winne, że nie jesteśmy w stanie sprostać nierealnym oczekiwaniom. Badania pokazują, że im więcej czasu spędzamy w mediach społecznościowych, tym bardziej rośnie w nas poczucie niezadowolenia z siebie i swojego macierzyństwa. Eksperci z dziedziny psychologii, jak dr hab. Anna Wolińska z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreślają, że porównywanie się z innymi matkami jest toksyczne i ma negatywny wpływ na relacje z dzieckiem. Zamiast skupiać się na tym, co robimy dobrze, koncentrujemy się na tym, czego nam brakuje, a to prowadzi do frustracji i poczucia winy.
Skąd się wzięło to całe „moje dziecko lepsze od twojego”?
Historia pewnej piaskownicy… i kilku zawiedzionych ambicji
No dobra, ale skąd ta cała presja? Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby nasze dziecko było „naj”? Psychologowie twierdzą, że to kombinacja kilku czynników. Po pierwsze, presja społeczna. Od najmłodszych lat jesteśmy bombardowane informacjami o tym, jak „powinno” wyglądać idealne dzieciństwo i jak „powinni” zachowywać się idealni rodzice. Po drugie, wpływ rodziny. Często nasi rodzice, w dobrej wierze, próbują realizować swoje niespełnione ambicje przez nas i nasze dzieci. I po trzecie, media społecznościowe, które, jak już ustaliliśmy, są siedliskiem porównań i ocen. To wszystko sprawia, że czujemy się, jakbyśmy brały udział w jakimś wyścigu, w którym nagrodą jest medal za „najlepszego rodzica”.
Syndrom „helicopter parenting” (helikopterowego rodzicielstwa) i „lawnmower parenting” (rodzicielstwa kosiarki) to dwa oblicza nadopiekuńczości, które często wynikają z ukrytej formy rywalizacji. „Helikopter” stale krąży wokół dziecka, kontrolując każdy jego krok, a „kosiarka” usuwa wszelkie przeszkody z jego drogi. Jak pisze Susan Forward w książce „Toksyczni rodzice”, takie zachowania, choć podyktowane miłością, mogą prowadzić do poważnych problemów emocjonalnych i rozwojowych u dziecka. Zamiast uczyć samodzielności dziecka i radzenia sobie z trudnościami, wychowujemy zależnych i niepewnych siebie ludzi.
Zobaczcie, jak to wygląda w praktyce. Marlena, mama sześcioletniego Krzysia, nieustannie przechwala się, że jej syn już czyta książki i zna tabliczkę mnożenia. Z kolei Kinga, mama czteroletniej Leny, krytykuje Marlenę za to, że „zmusza dziecko do nauki” i „odbiera mu dzieciństwo”. Obie panie, zamiast po prostu cieszyć się macierzyństwem, toczą ze sobą cichą wojnę o to, czyje dziecko jest bardziej „rozwojowe”. I co z tego wynika? Ano nic, tylko stres i frustracja dla wszystkich zainteresowanych.
Czy w tych cichych wojnach mam jest choć ziarno prawdy?
Kiedy troska zamienia się w obsesję… a pomoc w krytykę
No dobra, ale czy ta cała rywalizacja matek to tylko wymysł sfrustrowanych blogerek, czy jest w tym choć ziarno prawdy? Niestety, coś w tym jest. Różne style wychowania, od bezstresowego po autorytarny, sprawiają, że matki zaczynają się oceniać nawzajem. Bo przecież „mój sposób jest jedyny słuszny, a twój to patologia”. To oczywiście bzdura. Nie ma jednego „właściwego” sposobu na wychowanie dziecka. Każde dziecko jest inne i potrzebuje indywidualnego podejścia. Konsultacja z pedagogiem, np. z poradni rodzinnej, może pomóc zrozumieć, że kluczem jest elastyczność i dostosowanie metod wychowawczych do potrzeb dziecka, a nie sztywne trzymanie się utartych schematów.
💡Wskazówka: Zamiast oceniać, spróbujmy zrozumieć. Może mama, która pozwala swojemu dziecku biegać boso po kałużach, po prostu wierzy w hartowanie organizmu? A może mama, która nie pozwala dziecku jeść słodyczy, ma ku temu ważne powody zdrowotne?
Gdzie leży granica między troską a obsesją? Kiedy dbanie o dziecko zamienia się w chęć udowodnienia, że jesteśmy lepsze od innych matek? To trudne pytanie, ale warto sobie je zadać. Naturalna potrzeba dbania o dziecko to jedno, a rywalizacja to drugie. Komunikacja w grupie rodziców powinna opierać się na wsparciu, a nie na ocenianiu. Warto pamiętać o tym, aby wspierać emocje dziecka, zamiast krytykować, zapytaj, dlaczego dana mama postępuje w określony sposób. Może dowiesz się czegoś nowego i zmienisz swoje podejście?
Jak radzić sobie z zaczepkami i jak asertywnie wyrażać swoje zdanie? Na to pytanie odpowiada ekspertka od komunikacji interpersonalnej, dr Ewa Kowalska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Asertywność to umiejętność wyrażania swoich potrzeb i opinii w sposób szanujący uczucia innych osób” – tłumaczy dr Kowalska. „Zamiast reagować agresywnie, spróbuj powiedzieć: 'Rozumiem, że masz inne zdanie, ale ja uważam inaczej i proszę, żebyś to uszanowała'”. To trudne, ale skuteczne. Miej na uwadze, że masz prawo do własnego zdania i nie musisz się nikomu tłumaczyć ze swoich wyborów.
Czy my, matki, same nakręcamy sobie tę karuzelę rywalizacji? Zastanówmy się. Czy to my same narzucamy sobie nierealne standardy i porównujemy się do idealnych mamusiek z Instagrama? A może to społeczeństwo wywiera na nas presję, każąc nam być idealnymi we wszystkim? Jedno jest pewne: musimy się zatrzymać i zastanowić, co jest dla nas naprawdę ważne. Bo przecież najważniejsze jest szczęście naszych dzieci, a nie to, co powiedzą o nas inne matki. Renata Malinowska, psycholożka i autorka książek o macierzyństwie, często podkreślała, że macierzyństwo to przede wszystkim doświadczenie indywidualne i nie ma jednego „dobrego” sposobu na bycie mamą. Ważne jest, aby słuchać swojego serca i intuicji, a nie poddawać się presji otoczenia.
Po nitce do kłębka, czyli jak przestać się porównywać i zacząć żyć
Bo umówmy się, nikt nie jest idealny, no sorry!
No dobra, ale jak przestać się porównywać i zacząć żyć? Jak zaakceptować fakt, że nie jesteśmy idealne i nigdy nie będziemy? To trudne, ale możliwe. Akceptacja własnych niedoskonałości to klucz do szczęśliwego macierzyństwa. Miej świadomość, że nikt nie jest idealny. Każda z nas popełnia błędy i ma swoje słabości. Ważne jest, aby umieć się do nich przyznać i wyciągać z nich wnioski.
Nie wstydź się prosić o pomoc. Macierzyństwo to ciężka praca i nie musisz wszystkiego robić sama. Wsparcie bliskich, przyjaciół, a nawet psychologa może być nieocenione. Jeśli czujesz się przytłoczona, nie wahaj się szukać pomocy. Znajdź grupę wsparcia dla mam, porozmawiaj z przyjaciółką, idź na terapię. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym zakresie, sprawdź jak sobie pomóc w lęku po porodzie.
💡Wskazówka: Techniki radzenia sobie ze stresem, od mindfulness po wieczór z Netflixem i kieliszkiem wina (albo dwoma, kto liczy?). Ważne jest, aby znaleźć coś, co sprawia ci przyjemność i pozwala się zrelaksować. Dla mnie to jest dobra książka i długa kąpiel, a dla ciebie?
I najważniejsze: pamiętaj, że twoje dziecko kocha cię bezwarunkowo, nawet jeśli nie robisz tortu jak z MasterChefa Junior i nie zapisujesz go na milion zajęć dodatkowych. Dla niego jesteś najważniejsza na świecie i to jest jedyne, co się liczy. Bądźmy dla siebie milsze i pamiętajmy, że jesteśmy w tym razem! Na placu zabaw, w pracy, w życiu – jesteśmy matkami i musimy się wspierać, a nie ze sobą walczyć.
Z przymrużeniem oka
Czyli jak ja to widzę, po latach na placu zabaw
Antek i Wiktoria to moi testerzy cierpliwości… i odkurzacze do piasku. Serio, po każdym wyjściu na plac zabaw mam tonę piasku w domu. Ale co tam, najważniejsze, że dzieciaki się dobrze bawiły. Moje „złote myśli” z placu zabaw? Po pierwsze: zawsze miej ze sobą chusteczki nawilżane. Po drugie: nie przejmuj się tym, co powiedzą inne matki. I po trzecie: zawsze miej przy sobie czekoladę. Serio, to działa cuda w kryzysowych sytuacjach.
Ten odcinek dedykuję wszystkim mamom, które czują się jak one same na placu zabaw: zagubione, zmęczone i z poczuciem winy, że nie są idealne. Pamiętajcie, że nie jesteście same. Jesteśmy w tym razem i damy radę! A teraz idę, bo Wiktoria właśnie zaczęła krzyczeć, że Antek zabrał jej łopatkę. No sorry, ale muszę interweniować. Do następnego razu!
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji z lekarzem lub psychologiem.