Miłość, logistyka i samotność: Pierwsze tygodnie z dzieckiem w patchworkowej rzeczywistości – jak to ogarnąć?
No hej, koleżanko! Wpadaj na kawkę (zimną, bo ciepłą pije się raz na ruski rok, no sorry). Pogadamy o życiu, o dzieciach, o tym, jak to jest być samotną mamą w tym naszym zwariowanym świecie. Bo wiesz, Instagramowe mamy w białych szlafrokach i z maską na twarzy to jedno, a real life to zupełnie inna bajka. A jak jeszcze do tego dochodzi patchworkowa rodzina… No to już w ogóle kosmos!
Znacie ten dzwonek, co brzmi jak koniec świata? Mój nazywa się budzik.
Scenka rodzajowa: Poranek wariatki, czyli próba przetrwania
Dobra, bez owijania w bawełnę. Poranek. Godzina 6:00. Mój budzik. To nie jest melodyjka, to wrzask godowy dinozaura. Próbuję go zabić, zanim obudzi Antka i Wiktorię. Przegrywam. Antek chce naleśniki z czekoladą (a on jest specjalistą od brudzenia wszystkiego czekoladą, no normalnie master!), Wiktoria z dżemem truskawkowym. No sorry, mam tylko dżem wiśniowy. I zaczyna się… Negocjacje. Groźby. Błagania. A ja? Ja chcę tylko kawę. Ciepłą kawę. To taki mój mały Mount Everest.
Potem ubieranie. Antka jeszcze da się ogarnąć, ale Wiktoria… Ona ma swoje wizje! Dzisiaj chce iść do przedszkola w sukience księżniczki i kaloszach. No dobra, niech idzie. Przynajmniej będzie kolorowo. Spakowanie do szkoły, spakowanie do przedszkola, drugie śniadanie, picie, zapasowe spodnie (bo zawsze się coś wyleje albo ubrudzi)… Jak ja to ogarniam? Nie mam pojęcia. To chyba jakiś instynkt macierzyński, czy co. Albo po prostu desperacja.
Wyjście z domu. To jest jak misja niemożliwa, tylko Tom Cruise ma lepiej. Zawsze czegoś brakuje. ZAWSZE. A to zapomniałam spakować Antkowi książki, a to Wiktoria zgubiła swoją ulubioną maskotkę. I wtedy zaczyna się panika. No ale co, 5 minut szukania i ruszamy. Zziajana, spóźniona, ale z uśmiechem na twarzy. Bo przecież jestem supermamą. Tak mówią.
Samotność w tłumie (i wśród zabawek)
I wiesz, niby mam wokół siebie ludzi. Były mąż (który uważa, że wie lepiej, jak wychowywać dzieci), jego nowa partnerka (która patrzy na mnie z politowaniem), moi rodzice (którzy twierdzą, że za moich czasów to było inaczej)… I co? I czuję się sama. Jakby nikt nie rozumiał, co to znaczy być samotną mamą w tej naszej patchworkowej rzeczywistości.
Widzę te „idealne” rodziny na Instagramie. Uśmiechnięte dzieci, wysportowani ojcowie, matki, które wyglądają jak boginie. I myślę sobie: „Serio? Tak to wygląda? U mnie to bardziej przypomina scenę z filmu katastroficznego”. I tak, przyznaję się, czasem mi zazdroszczę. Tego spokoju, tego porządku, tego… wszystkiego. Ale potem patrzę na Antka i Wiktorię, jak się śmieją, jak się przytulają, i wiem, że mam wszystko, co naprawdę ważne.
Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Uniwersytet Warszawski w 2022 roku, aż 60% samotnych matek doświadcza uczucia osamotnienia pomimo wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół. Badanie podkreśla, że poczucie samotności wynika często z braku partnera, który mógłby dzielić codzienne obowiązki i troski. Praktyczny wniosek? Nie bój się mówić o swoich uczuciach i szukać wsparcia!
A teraz moment szczerości: Jak ogarnąć ten bajzel? (Moje patenty, bez ściemy)
Logistyka to podstawa: Mapy, plany i inne cuda na kiju
Serio, bez logistyki to bym dawno zwariowała. Musiałam się ogarnąć i wymyślić swoje metody na to, żeby ten chaos ogarnąć. Może to brzmi jak korpo-bełkot, no ale co, pracuję w korpo, to mam skrzywienie zawodowe.
- Planowanie posiłków na cały tydzień. Wiem, brzmi jak tortura. Ale działa! Siadam w niedzielę wieczorem, biorę kartkę, długopis (bo jestem staroświecka) i planuję. Poniedziałek – spaghetti, wtorek – zupa pomidorowa, środa – ryba z warzywami… I tak dalej. Oczywiście, zawsze coś się wykrzaczy i trzeba improwizować, ale przynajmniej mam jakiś plan.
- Listy kontrolne. Co spakować do szkoły, co do przedszkola, co na zajęcia dodatkowe. To jest mój life saver. Bez tego to bym chyba zapomniała wysłać dzieci do szkoły w butach.
- Kalendarz rodzinny. Wielki, na ścianie. Bo elektroniczne kalendarze to dla tych, co mają czas na zabawę w aplikacje. Ja wolę widzieć wszystko czarno na białym (albo kolorowo, bo używam zakreślaczy). I tam wpisuję wszystko: wizyty u lekarza, zajęcia dodatkowe, urodziny, wyjścia do kina… Wszystko!
„Me time” – Mit czy rzeczywistość? (Odkrycie Ameryki!)
No dobra, pogadajmy o tym „me time”. Słyszałyście o tym? Bo ja kiedyś myślałam, że to jakaś legenda miejska. Ale potem odkryłam, że to jest możliwe. Tylko trzeba się postarać.
- Mikro-odpoczynki. 5 minut z kawą, 10 minut z książką. Małe rzeczy, a cieszą. Zamykam się w łazience (serio!) i udaję, że mnie nie ma. To jest mój luksus.
- Znajdź swoją oazę. Może to być wanna z pianą (ale bez dzieci dobijających się do drzwi), a może samotny spacer po lesie. Byle daleko od „Mamo, pić!”.
- „Babski wieczór” (albo popołudnie, albo poranek – byle był!). Bo plotki z przyjaciółkami to terapia za darmo. I można się wygadać, wymienić doświadczeniami, posłuchać innych historii… I nagle okazuje się, że w tym wszystkim nie jesteś osamotniona.
Badania przeprowadzone przez psychologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie wskazują, że nawet krótkie chwile relaksu w ciągu dnia znacząco redukują poziom stresu u samotnych mam. Zgodnie z wynikami, kobiety, które regularnie znajdują czas dla siebie, lepiej radzą sobie z obowiązkami i są bardziej odporne na wypalenie. Wniosek: Dbaj o siebie, bo to inwestycja w Twoje zdrowie i samopoczucie!
Nie wstydź się prosić o pomoc! (Serio, to nie jest słabość)
Wiem, wiem, mamy w sobie zakodowane, że musimy wszystko same. Że jak prosimy o pomoc, to znaczy, że jesteśmy słabe. Bzdura! Proszę o pomoc, kiedy tylko mogę. I wcale się tego nie wstydzę.
- Rodzina i przyjaciele. Oni też chcą pomóc. Daj im szansę! Moja mama czasami zabiera Wiktorię na weekend, a moja przyjaciółka ogarnia Antka, kiedy ja muszę iść na jakieś ważne spotkanie. To jest bezcenne.
- Profesjonalna pomoc. Niania, opiekunka, pani sprzątająca. Czasem warto zainwestować w święty spokój. Ja mam panią, która przychodzi raz w tygodniu i sprząta mi mieszkanie. To jest najlepszy prezent, jaki sobie kiedykolwiek zrobiłam.
- Grupy wsparcia dla samotnych mam. Bo pogadać z kimś, kto rozumie – bezcenne! Można się wygadać, wymienić doświadczeniami, posłuchać innych historii… I nagle okazuje się, że nie jesteś sama w tym wszystkim.
Miłość jest wszędzie (nawet w stercie prania)
Wiem, że czasem jest ciężko. Że masz ochotę rzucić wszystko w diabły i uciec na koniec świata. Ale pamiętaj: robisz kawał dobrej roboty! Jesteś wspaniałą mamą. Jesteś silna. Jesteś piękna. I zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
- Pamiętaj: Robisz kawał dobrej roboty! Nawet jeśli czasem masz wrażenie, że nic Ci się nie udaje. To nieprawda. Dajesz radę!
- Doceniaj małe rzeczy. Uśmiech dziecka, buziak na dobranoc, rysunek z serduszkiem. To są skarby.
- Miłość do samej siebie. To nie egoizm, to konieczność. Bez tego nie dasz rady. Znajdź czas dla siebie. Zrób coś, co sprawia Ci przyjemność. I pamiętaj: jesteś ważna!
No i co z tą samotnością? (Można ją oswoić!)
Wiesz, samotność to taki trochę demon. Czasami daje o sobie znać, czasami siedzi cicho w kącie. Ale można ją oswoić. Można się z nią zaprzyjaźnić. Można nauczyć się z nią żyć.
- Akceptacja: Bycie samotną mamą to nie wstyd, to wyzwanie. I to Ty decydujesz, jak na to wyzwanie odpowiesz.
- Budowanie relacji: Znajdź czas na spotkania z przyjaciółmi, rozwijaj swoje pasje. Nie zamykaj się w domu. Wyjdź do ludzi.
- Otwórz się na nową miłość: Kto wie, może czeka tuż za rogiem? (Ale bez presji! Nie musisz szukać na siłę. Przyjdzie samo, kiedy będziesz gotowa).
No i co, koleżanko? Dasz radę! Wiem, że dasz. Bo jesteś silna. Bo jesteś wspaniała. Bo jesteś mamą. A mamy potrafią wszystko. No co, życie. Trzeba je brać garściami, nawet jak te garści są pełne prania i zabawek.
Informacja: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji medycznej lub psychologicznej.