Tania mama, czyli jak nie dać się zwariować przy wyprawce – misja niemożliwa?
Dziewczyny, mam pytanie – jak nie ześwirować przy kompletowaniu wyprawki dla noworodka? Bo ja, przyznam szczerze, nie raz stałam na skraju obłędu, patrząc na te wszystkie miniaturowe ciuszki, podgrzewacze do butelek i inne cuda wianki. A potem płakałam nad pustym portfelem. Dlatego dziś pogadamy o tym, jak ogarnąć tanią wyprawkę i nie dać się wciągnąć w wir zakupowego szaleństwa. Bo wiecie, dziecko i tak kocha nas najbardziej za obecność, a nie za wypasiony wózek, no sorry!
Znacie ten moment…
…kiedy wchodzicie do sklepu z artykułami dla dzieci i nagle dopada was amnezja? Zapominacie o zdrowym rozsądku, budżecie i o tym, że w domu czeka Antek, który na pewno „potrzebuje” kolejnego zestawu klocków LEGO. Mnie to się zdarza nagminnie! Wiem, że na świecie są inne mamy, które mierzą się z podobnym problemem. Jak temu zaradzić? No właśnie, o tym dzisiaj!
…kiedy wchodzicie do sklepu z artykułami dla dzieci i nagle tracicie kontakt z rzeczywistością?
No dobra, to ja się przyznam pierwsza – raz wpadłam w szał zakupów w Biedronce… No sorry, te pluszaki w kształcie jednorożców były takie słodkie! A potem Antek rzucił nim w kąt po pięciu minutach. Klasyka. Dlatego postanowiłam wziąć się za siebie i opracować system, który pomoże mi ogarnąć chaos zakupowy i nie wydać całej wypłaty na rzeczy, które w sumie są zbędne. Trzymajcie się mocno, bo zaczynamy!
Czy naprawdę potrzebujesz podgrzewacza do chusteczek? (Spoiler: nie!)
Pytanie retoryczne, prawda? Serio, dziewczyny, producenci artykułów dla dzieci potrafią wcisnąć nam dosłownie wszystko. Podgrzewacz do chusteczek, sterylizator do smoczków, elektroniczna niania z funkcją karaoke… Okej, może przesadzam, ale wiecie, o co mi chodzi. Grunt to zadać sobie pytanie – czy naprawdę tego potrzebuję? Czy może to tylko sprytny chwyt marketingowy? Zazwyczaj odpowiedź brzmi: NIE!
Mniej znaczy więcej, czyli co tak NAPRAWDĘ potrzebuje noworodek?
Ja wiem, minimalizm macierzyństwo brzmi jak oksymoron, ale serio – da się! Oczywiście, nie mówię, że macie chodzić w worku po ziemniakach i karmić dziecko mlekiem z własnej piersi (choć i to jest opcja, jak ktoś lubi), ale można podejść do sprawy z głową i nie dać się zwariować. Bo prawda jest taka, że noworodek potrzebuje przede wszystkim miłości, bliskości i… czystej pieluchy. A reszta to tylko dodatki.
Wyprawka minimalistki – checklista przetrwania (i zdrowego rozsądku)
To co, robimy listę? Ale taką realną, bez szaleństw! Przygotowałam taką listę wyprawki dla noworodka, która pomoże Ci się ogarnąć. Skupimy się na tym, co naprawdę niezbędne. Zero zbędnych gadżetów, obiecuję!
Ubranka (serio, nie kupuj 50 body na pierwszy tydzień!)
No dobra, to zaczynamy od ubranek. Ile? No właśnie, to zależy. Ja przy Antku nakupowałam chyba z tonę ciuszków, z których połowa przeleżała w szafie z metkami. Teraz jestem mądrzejsza i wiem, że wystarczy kilka (naprawdę!) zestawów body, pajacyków i skarpetek. Liczy się wygoda i jakość materiału. Unikajcie sztywnych ubranek z metkami, które drażnią skórę dziecka. Polecam body kopertowe – są super wygodne przy przebieraniu noworodka.
Pieluszki (tu warto się zaopatrzyć, ale z umiarem!)
Tu nie ma co oszczędzać, ale z umiarem! Ja testowałam różne marki i ostatecznie najbardziej sprawdziły mi się pieluszki wielorazowe (tak, wiem, dla niektórych to herezja, ale serio – da się!), bo pozwalają uniknąć wysypki. Niezależnie od tego, na jakie się zdecydujecie, pamiętajcie, żeby kupić na początek małe paczki i sprawdzić, czy nie uczulają dziecka.
Kocyk/otulacz (jeden, porządny wystarczy!)
Kocyk to podstawa. Ja mam sentyment do tych zrobionych na drutach przez babcię, ale równie dobrze sprawdzi się mięciutki otulacz z bambusa. Ważne, żeby był przewiewny i przyjemny w dotyku. Unikajcie ciężkich, grubych koców, które mogą przegrzać dziecko.
Łóżeczko/kołyska (czy na pewno osobne łóżeczko jest niezbędne?)
Tu sprawa jest dyskusyjna. Ja przy Antku uparłam się na osobne łóżeczko, które w sumie służyło głównie jako magazyn na zabawki. Przy Wiktorii postawiłam na dostawkę do łóżka i to był strzał w dziesiątkę. Dziecko blisko, a ja się wysypiam (no dobra, prawie wysypiam). Można też rozważyć kołyskę, ale pamiętajcie, że dziecko szybko z niej wyrośnie.
Wanienka (można użyć miski, serio!)
Serio, można! Ja przy Wiktorii na początku kąpałam ją w misce i było super. Wanienka zajmuje dużo miejsca, a miska jest poręczna i łatwa do przechowywania. Można też oczywiście kupić wanienkę, ale nie szalejcie z bajerami – termometry, podkładki antypoślizgowe, itp. To wszystko zbędne gadżety.
Co sugerują eksperci? (Czyli odrobina rozwagi prosto od położnych i pediatrów)
No dobra, bo jeszcze pomyślicie, że ja wszystko wymyślam. Ale serio, warto posłuchać, co mają do powiedzenia eksperci. Konsultowałam się z położną i pediatrą i oboje zgodnie twierdzą, że mniej znaczy więcej. Koniec kropka. A tak poważnie, to ich rady naprawdę pomogły mi ogarnąć wyprawkę dla noworodka.
Porady położnej: skup się na komforcie dziecka i swoim własnym!
Położna doradzała, żeby przede wszystkim zadbać o komfort dziecka i swój własny. Czyli wygodne ubranka, przewiewne pieluszki i… czas dla siebie! Serio, to ostatnie jest mega ważne. Nie zapominajcie o sobie, dziewczyny!
Głos pediatry: mniej kosmetyków, więcej naturalnych rozwiązań!
Pediatra z kolei odradzał stosowanie tony kosmetyków. Im mniej, tym lepiej. Skóra noworodka jest bardzo delikatna i łatwo ją podrażnić. Najlepiej używać naturalnych olejów, np. kokosowego, do nawilżania skóry. I pamiętajcie, że kąpiel raz na kilka dni w zupełności wystarczy!
Stop! Kontrola impulsów, czyli jak uniknąć zakupowego szaleństwa?
Okej, mamy listę, ale co zrobić, żeby się jej trzymać? To jest dopiero wyzwanie! Ja mam z tym problem, bo jak widzę coś słodkiego dla dzieci, to od razu chcę to kupić. No ale muszę się pilnować, bo inaczej skończę z toną rzeczy, których nikt nie używa. Dlatego opracowałam kilka trików, które pomagają mi ogarnąć zakupy dla dzieci.
Lista zakupów – twój najlepszy przyjaciel (i wróg kieszeni)
Tak, to brzmi banalnie, ale serio – lista to podstawa! Bez niej wchodzę do sklepu i tracę kontakt z rzeczywistością. Z listą jestem bardziej skupiona i wiem, czego szukam. No dobra, prawie wiem. Bo zawsze znajdzie się coś, co mnie skusi. Ale lista pomaga mi trzymać się planu.
Jak stworzyć listę, która ma sens? (i trzymać się jej jak tonący brzytwy!)
Lista musi być konkretna i realna. Czyli zamiast pisać „ubranka”, napisz „3 body kopertowe w rozmiarze 56”. Im bardziej szczegółowa lista, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kupisz coś zbędnego. I pamiętaj – trzymaj się jej jak tonący brzytwy! Wiem, że ciężko się oprzeć, ale pomyśl o tej satysfakcji, kiedy oszczędzisz kasę!
Aplikacje mobilne, które pomogą Ci ogarnąć chaos zakupowy
Wiem, że niektórzy uważają, że aplikacje to zło, ale ja je lubię. Używam kilku aplikacji do tworzenia list zakupów i muszę przyznać, że to naprawdę pomaga. Można w nich dodawać zdjęcia produktów, ustawiać przypomnienia i udostępniać listy innym osobom. To naprawdę ułatwia życie!
Omijanie działów z zabawkami – misja prawie samobójcza, ale wykonalna!
To jest dopiero wyzwanie! Dla mnie przejście obok działu z zabawkami to jak przejście obok lodówki w nocy – wiem, że nie powinnam, ale i tak to robię. Dlatego staram się unikać tych działów jak ognia. I wam też to radzę!
„Na to jeszcze przyjdzie czas” – czyli jak odłożyć pokusę na później
Jak już muszę przejść obok działu z zabawkami, to powtarzam sobie jak mantrę: „Na to jeszcze przyjdzie czas”. Serio, to działa! Wiem, że Antek chciałby mieć kolejny zestaw klocków LEGO, ale obiecuję mu, że dostanie go na urodziny. I sama czuję się lepiej, bo wiem, że nie uległam impulsowi.
Technika „5 sekund” – powstrzymaj się 5 sekund, zanim wrzucisz coś do koszyka!
To jest mój ulubiony trik! Jak już naprawdę nie mogę się powstrzymać, to powtarzam sobie: „5… 4… 3… 2… 1… Stop!”. Serio, te 5 sekund wystarczy, żeby ochłonąć i zadać sobie pytanie – czy naprawdę tego potrzebuję? Zazwyczaj odpowiedź brzmi: NIE!
Zakupy z rozwagą – czyli jak polować na okazje i nie dać się naciągnąć
No dobra, to teraz trochę o tym, jak kupować mądrze. Bo przecież nie chodzi o to, żeby w ogóle nie kupować, tylko żeby kupować z głową. Ja jestem mistrzynią w wyszukiwaniu okazji i muszę przyznać, że to daje mi dużo satysfakcji. Bo lubię oszczędzać!
Second-hand – raj dla oszczędnych mam (i dobry uczynek dla planety!)
Second-hand to mój ulubiony sklep! Można tam znaleźć prawdziwe perełki za grosze. Ja kupuję tam ubranka, zabawki, a nawet wózki. Serio, można się obłowić! A przy okazji robimy dobry uczynek dla planety, bo dajemy drugie życie rzeczom, które ktoś już nie potrzebuje. Win-win!