Wieś czy miasto: Gdzie lepiej wychować dziecko? Porady mamy!

Wieś czy miasto: Gdzie lepiej wychować dziecko? Porady mamy!

Mama na wsi: Błoto, kleszcze i wolność: Blaski i cienie wychowania dzieci blisko natury

Myślisz o tym, żeby rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Serio pytam. Ja ostatnio łapię się na tym coraz częściej, przeglądając oferty domków z bali i wyobrażając sobie Antka i Wiktorię biegających po łące. Ale zaraz potem wraca do mnie rzeczywistość – korpo, kredyt, korki… I zaczynam się zastanawiać, czy ta mama na wsi to nie jest tylko kolejna instagramowa ściema. Czy naprawdę chcę zamienić miejski zgiełk na pianie koguta o 4 rano? No i te kleszcze… brrr. Ale o tym później. Zastanówmy się wspólnie, czy życie blisko natury to faktycznie przepis na szczęśliwe dzieciństwo, czy też tylko kolejny sposób na to, żeby zwariować.

Czy naprawdę tego chcę? Czyli rozterki matki przed przeprowadzką z dziećmi na wieś.

Znacie ten moment, kiedy scrolling po Instagramie nagle ujawnia wizję idealnego życia – dom z ogródkiem, dzieci biegające po trawie, kury grzebiące w ziemi… A Ty wiesz, że to nie Twoje życie? No, ja właśnie go przeżywam. I zaczynam się zastanawiać: czy to w ogóle realne, czy tylko kolejna ściema? Czy naprawdę chcę zamienić miejski asfalt na wiejskie błoto, a sobotnie zakupy w galerii na grzebanie w ziemi? Czy moje dzieci będą szczęśliwsze, biegając po łące, niż grając w Minecrafta? Ech, pytania bez odpowiedzi. Ale jedno jest pewne: potrzebuję kawy. Dużej kawy. I chwili, żeby to wszystko przemyśleć.

Wieś kontra miasto: Zderzenie światów oczami matki z korpo.

Tu już na serio wchodzimy w temat. Bo, umówmy się, wychowanie dziecka to jeden wielki kontrast sam w sobie. Ale miasto vs. wieś? To już jest level hard. Przygotujcie się na jazdę bez trzymanki! Porównamy sobie te dwa światy na chłodno, bez upiększania rzeczywistości. Będzie śmiesznie, będzie strasznie, ale przede wszystkim – będzie prawdziwie.

Powietrze: Czym oddychamy, wychowując dzieci na wsi i w mieście?

  • Miasto: Smog, spaliny, wieczne obawy o jakość powietrza i filtrowanie każdego wdechu. Budzisz się rano i od razu sprawdzasz, czy możesz wypuścić dzieci na dwór, czy lepiej zamknąć je w domu, żeby nie wdychały tego syfu. No, sorry, ale to trochę patologia.
  • Wieś: „Świeże” powietrze, które pachnie… krową. Ale przynajmniej nie czuć spalin, no sorry. Plus, podobno w powietrzu unosi się więcej bakterii, co może wzmacniać odporność dziecka. Tak przynajmniej twierdzi moja mama, która całe życie mieszka na wsi. Nie wiem, czy to prawda, ale brzmi dobrze.

Kleszcze: Nasi mali, krwiopijni przyjaciele.

  • Miasto: Sporadyczne spotkania w parkach i na obrzeżach. Panika, gdy znajdziesz jednego na dziecku. Potem przez tydzień sprawdzasz, czy nie ma rumienia i czy nie trzeba lecieć do lekarza. No, dramat.
  • Wieś: Kleszcze to Twoi nowi najlepsi przyjaciele. Wyciąganie ich pęsetą staje się rutyną. A borelioza to temat do rozmów przy kawie. (Żartuję! Trochę.) Serio, trzeba się z tym oswoić. Zainwestuj w dobre środki odstraszające i sprawdzaj dzieciaki po każdym spacerze.

Dostęp do lekarzy: Gdzie szukać wsparcia, gdy dziecko choruje?

  • Miasto: Do specjalisty – miesiące czekania. Ale przynajmniej masz ich na wyciągnięcie ręki. Możesz przebierać w prywatnych gabinetach i klinikach. Jak masz kasę, oczywiście.
  • Wieś: Lekarz rodzinny – jeden na całą wieś. Jak zachorujesz w weekend, to modlisz się do Matki Boskiej aptecznej. Ale za to lekarz Cię zna, pamięta Twoje dzieci i wie, że Antek ma alergię na truskawki. No i nie musisz czekać w kolejce z trzydziestoma innymi chorymi.

Edukacja: Jak wychować dziecko na wsi i w mieście?

  • Miasto: Wybór przedszkoli i szkół jak w katalogu. Konkurencja o miejsce jak w korpo. Musisz zapisać dziecko do przedszkola, jak tylko zobaczysz dwie kreski na teście ciążowym. Inaczej nie masz szans.
  • Wieś: Jedna szkoła, wszyscy się znają. Atmosfera jak w „Anii z Zielonego Wzgórza”. (Tylko bez Gilberta Blythe’a dla każdej dziewczynki.) Za to masz pewność, że Twoje dziecko będzie znało wszystkie dzieciaki z okolicy i będzie się czuło jak w rodzinie.

Zabawa: Gdzie najlepiej spędzać czas z dzieckiem?

  • Miasto: Place zabaw, parki, kina, teatry, zajęcia dodatkowe od rana do wieczora. Dziecko nie ma czasu na nudę… i Ty też nie. Grafik napięty jak w kalendarzu prezesa.
  • Wieś: Łąka, las, strumyk. Dziecko ma czas na nudę… i uczy się, jak ją kreatywnie zwalczać. (Czyli brudzić się niemiłosiernie.) Buduje szałasy, łowi ryby, biega po lesie. No dobra, nie łowi ryb. Ale mogłoby.

Hałas: Jak wpływa na nas miejski zgiełk i wiejska cisza?

  • Miasto: Nieustanny szum samochodów, syreny, krzyki. Cisza to luksus. Musisz włączyć biały szum, żeby zasnąć. No, masakra.
  • Wieś: Cisza… przerywana pianiem koguta o 4 nad ranem. No super. Albo szczekaniem psa sąsiada. Ale przynajmniej nie słyszysz klaksonów i wrzasków pijanych kibiców.

Bezpieczeństwo: Czy wychowanie dziecka na wsi jest bezpieczne?

  • Miasto: Strach przed porwaniami, narkotykami, przemocą. Dziecko trzeba pilnować jak oka w głowie. Nie możesz spuścić go z oka na sekundę.
  • Wieś: Wolność i swoboda. Dzieci biegają po wsi bez nadzoru (no dobra, z umiarem!). Wszyscy się znają i na siebie uważają. Ale zawsze jest ten jeden pijany sąsiad… no i te dzikie zwierzęta.

Zakupy: Gdzie zrobić zakupy, mieszkając z dziećmi na wsi?

  • Miasto: Wszystko na wyciągnięcie ręki. Supermarkety czynne 24/7. Zakupy online? Proszę bardzo. Dostawa w 15 minut.
  • Wieś: Jeden sklepik z panią Krysią za ladą, gdzie dostaniesz wszystko… rok po premierze. Zakupy online? Czekaj na kuriera dwa dni. No i licz się z tym, że pani Krysia będzie wiedziała, co kupujesz. Bo ona wie wszystko.

Co na to eksperci? Sprawdziłam, żebyście Wy nie musieli!

Żeby nie było, że tylko ja tu sobie gdybam, poszperałam trochę w badaniach. Wiecie, żeby mieć jakieś twarde dane, a nie tylko moje przemyślenia po trzech kawach. Okazuje się, że naukowcy też mają coś do powiedzenia na temat wychowania dzieci blisko natury.

Ciekawostka: Badania pokazują, że kontakt z naturą ma pozytywny wpływ na rozwój dziecka. Dzieci, które spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu, są bardziej kreatywne, lepiej radzą sobie ze stresem i mają lepszą koncentrację.

Na przykład, badanie opublikowane w „Frontiers in Psychology” wykazało, że dzieci, które regularnie bawią się w naturalnym środowisku, mają lepsze zdolności motoryczne i poznawcze. Badacze zauważyli, że naturalne otoczenie stymuluje zmysły dziecka i zachęca do eksploracji, co z kolei wpływa na rozwój mózgu. No, to by się zgadzało. Antek jak biega po lesie, to wraca zmęczony, ale zadowolony. I jakoś mniej się kłóci z Wiktorią. (DOI: 10.3389/fpsyg.2019.00769).

Z kolei inne badanie, opublikowane w „Environmental Health Perspectives”, sugeruje, że dzieci wychowywane na wsi mają niższe ryzyko wystąpienia alergii i astmy. Naukowcy tłumaczą to większym kontaktem z mikroorganizmami, które wzmacniają układ odpornościowy dziecka. No, to by tłumaczyło, dlaczego Antek tak rzadko choruje. A Wiktoria? No cóż, ona dopiero buduje swoją odporność, więc na razie łapie wszystko, co leci w powietrzu. (DOI: 10.1289/ehp.1510125).

Jednak nie wszystko jest takie różowe. Badania wskazują również na pewne zagrożenia związane z życiem na wsi. Na przykład, dzieci mieszkające na terenach wiejskich są bardziej narażone na urazy spowodowane wypadkami w gospodarstwach rolnych. Dlatego ważne jest, aby zachować ostrożność i uczyć dzieci zasad bezpieczeństwa.

Wskazówka: Upewnij się, że Twoje dziecko wie, jak zachować się w pobliżu zwierząt gospodarskich i maszyn rolniczych. No i nie pozwalaj mu biegać po polu w czasie żniw. Serio.

Podsumowując, eksperci są zgodni: kontakt z naturą jest ważny dla rozwoju dziecka. Ale trzeba pamiętać o rozsądku i zachować ostrożność. No i przygotować się na kleszcze. Bo to jest nieuniknione.

Informacja: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji z lekarzem lub psychologiem.

Moje dzieci na wsi: Wizja rodem z horroru czy sielankowy obrazek?

No dobra, a jak to wygląda w praktyce? Wyobrażam sobie Antka, jak buduje szałasy w lesie i łowi ryby w stawie. (Tylko, błagam, niech nie przynosi mi tych ryb do domu!) A Wiktoria? Biega boso po trawie, śmieje się do słonka i całuje cielaczki. (Oby tylko nie zaczęła mówić „muuu” zamiast „mama”.) Widzę ich szczęśliwych, brudnych, zmęczonych, ale zadowolonych. I wtedy myślę: może jednak warto spróbować?

No dobra, Agnieszka, to co byś wybrała? (czyli moje przemyślenia na głos)

Słuchajcie, ja to jestem taka baba, że i owca syta, i wilk cały. Czyli: i w korpo, i na wsi. Z jednej strony tęsknię za spokojem, ciszą i bliskością natury. Z drugiej – kocham swoje miasto, swoje możliwości i… no sorry, ale moje ulubione sushi. Bo umówmy się, na wsi z sushi może być ciężko.

Więc co? Może domek na obrzeżach miasta? Trochę natury, trochę wygody. Albo działka rekreacyjna, gdzie możemy z Antkiem i Wiktorią uciekać na weekendy. W sumie, to chyba najlepsze rozwiązanie. Trochę życia na wsi, trochę miejskiego szaleństwa. I wszyscy szczęśliwi.

W każdym razie, jedno jest pewne: gdziekolwiek byśmy nie byli, najważniejsze to kochać swoje dzieci i dać im jak najwięcej siebie. A błoto? Kleszcze? No, z tym jakoś sobie poradzimy. Przynajmniej będziemy miały co wspominać! I co opowiadać na blogu. Bo przecież o to chodzi, nie?

Jeśli myślisz o spokojnym porodzie na wsi, koniecznie przeczytaj o roli położnej i jej wpływie na komfort przyszłej mamy.

Agnieszka Jaworek
Blogerka, mama na pełen etat

Hejka Mamuśki! Mam na imię Agnieszka i jestem mamą na pełen etat – ogarniam codzienność w duecie z moją energiczną dwójką: Wiktorią - małą królową kreatywnych katastrof, i Antkiem (9 lat), ekspertem od klocków LEGO i niekończących się pytań. Na ABC Mamy dzielę się moją codzienną przygodą – tą pełną śmiechu, chaosu, ale i wzruszeń. Piszę o tym, jak to jest być samotną mamą, która czasem balansuje na linie, a czasem po prostu śmieje się z tego, co przynosi życie.

0
Would love your thoughts, please comment.x