Wieś, wiocha, czy po prostu…reset? Moja przeprowadzka, czyli jak prawie straciłam zmysły
Moja wizja wsi kontra rzeczywistość – od „sielskiego życia” do „co ja tu robię?!”
Znacie ten moment, kiedy pakujecie kartony, wyobrażając sobie idealne, sielskie życie na wsi? Ja też to przeżyłam. Widziałam oczyma wyobraźni Antka i Wiktorię biegających po zielonej trawie, ja popijająca kawkę na werandzie, a w tle…cisza. I krowy, oczywiście. Rzeczywistość zweryfikowała moje marzenia bardzo szybko. Okazało się, że trawa to bardziej chwasty, weranda wymaga gruntownego remontu, a cisza…no, może i jest, ale przerywana pianiem koguta o 4 rano i warkotem traktora sąsiada. A krowy? Nigdy ich nie widziałam na oczy. Pierwsze dni to był szok. Serio, myślałam, że zwariuję.
Pierwsze starcie z wiejską infrastrukturą – internet jak z epoki kamienia łupanego, dojazd do miasta? Zapomnij!
Okej, internet. Myślałam, że w XXI wieku to standard. No, nie na wsi. Mój internet to tak zwany „światłowód” z nazwy, bo prędkość przypomina bardziej gołębia pocztowego. Pracując zdalnie, próbowałam ogarnąć videokonferencje, ale efekt był taki, że wyglądałam jak zacięta płyta. A dojazd do miasta? Autobus raz na trzy godziny, no i powodzenia z zakupami. Samochód to absolutna podstawa. No i trasy – serpentyny, dziury, no i wiecznie te traktory! Jak w horrorze. Znacie ten moment, kiedy jedziecie 30 km/h, za wami sznur aut, a traktorzysta uśmiecha się złośliwie? No właśnie. To jest wieś.
Dlaczego, mimo wszystko, to była dobra decyzja? (Spoiler: Antka i Wiktorię uwolniłam od smogu)
No dobra, to po co to wszystko? Ano, dla dzieciaków. Antka dusił smog, Wiktoria miała ciągle katar. Tu oddychają pełną piersią. Biegają boso po trawie (tej, która nie jest chwastami), budują szałasy i karmią kury (tych akurat sąsiadka ma sporo). Widzę, że są szczęśliwi. No i ten spokój… Wieczorem, jak już zasną, siadam na tej mojej niedokończonej werandzie, piję wino i patrzę na gwiazdy. W Warszawie widziałam tylko smog. I wiecie co? Wtedy myślę, że jednak było warto.
Miejskie mamy na wsi: o motywacjach słów kilka
Ucieczka od zgiełku i smogu – czy to wystarczający powód?
Ucieczka od zgiełku miasta to dla wielu matek główny motor przeprowadzki na wieś. Kto z nas, miejskich mam, nie marzy o chwili wytchnienia od syren alarmowych, klaksonów i nieustannego pośpiechu? Smog to kolejny powód – szczególnie jeśli, tak jak u mnie, dzieciaki mają problemy z oddychaniem. Powiem szczerze, początkowo myślałam, że to fanaberia, ale teraz, widząc Antka biegającego bez kaszlu, wiem, że to była jedna z lepszych decyzji. Czy to wystarczający powód? Dla mnie tak. Dla innych? To już indywidualna sprawa.
Więcej przestrzeni dla dzieciaków – biegać po trawie, a nie po betonie.
Betonowe place zabaw, zatłoczone parki… znacie to, prawda? Dzieciaki potrzebują przestrzeni. Na wsi mają jej pod dostatkiem. Antka i Wiktoria odkryli na nowo, co to znaczy bawić się na dworze. Budują szałasy, ganiają za motylami, a nawet bawią się w błocie! No dobra, z tym błotem to trochę przesadzam, bo potem ja muszę to sprzątać, no ale…radosny uśmiech dzieciaków jest bezcenny. A serio, bieganie po trawie to świetna sprawa dla zdrowia i kondycji.
Czy wieś to raj dla alergików? (Pamiętajmy o pyleniu traw, no ale…)
No właśnie, z tymi alergiami to różnie bywa. Z jednej strony, brak smogu i zanieczyszczeń to plus. Z drugiej strony, pylenie traw to koszmar alergika. Antka początkowo kichał jak szalony, ale po kilku tygodniach się przyzwyczaił. No i pamiętajcie o komarach! One też potrafią uprzykrzyć życie. Mimo wszystko, wieś to lepsza opcja niż miasto dla dzieciaków z problemami oddechowymi.
Poczucie wspólnoty i sąsiedzkiej pomocy – mit czy rzeczywistość? (Czy babcia Zosia faktycznie upiecze ciasto?)
Pamiętam, jak się bałam, że będę obca na wsi. Że nikt mnie nie zaakceptuje, bo przecież jestem „ta z miasta”. A tu niespodzianka! Sąsiedzi okazali się bardzo pomocni. Babcia Krystyna (tak, prawdziwa babcia Krystyna) przyniosła ciasto, sąsiad pomógł naprawić płot, a sołtys… no dobra, sołtys tylko plotkuje, ale i tak jest sympatyczny. Poczucie wspólnoty na wsi jest naprawdę silne. Zawsze ktoś pomoże, doradzi, no i… pożyczy cukru, jak zabraknie.
Jak nie zwariować na wsi? Survival Kit dla świeżo upieczonych wieśniaczek
Internet to podstawa – znajdź operatora, który nie oferuje prędkości z lat 90.
To już wiesz, prawda? Bez dobrego internetu na wsi ani rusz. Sprawdź dokładnie, jacy operatorzy działają w Twojej okolicy i jakie oferują prędkości. Nie daj się nabrać na obietnice „światłowodu”, bo to często marketingowy bełkot. Poczytaj opinie, popytaj sąsiadów. Dobry internet to podstawa pracy zdalnej i kontaktu ze światem.
Samochód? Traktor? – zainwestuj w coś, co dowiezie Cię do miasta, no i na zakupy.
No sorry, ale bez samochodu na wsi jesteś uziemiona. Autobus raz na trzy godziny to nie jest opcja, szczególnie jak masz dzieci. Zainwestuj w coś solidnego, najlepiej z napędem na cztery koła. Bo drogi na wsi to często wyzwanie. A traktor? No dobra, może nie od razu traktor, ale przyczepka do samochodu może się przydać, jak będziesz wozić ziemię do ogródka.
Sąsiedzi – poznaj ich, zanim zaczną plotkować o Twoich „miejskich” manierach.
Sąsiedzi to skarb na wsi. Ale trzeba ich poznać, zanim zaczną plotkować o Twoich „miejskich” manierach. Zaproś ich na kawę, poczęstuj ciastem, zapytaj o radę. Okazuj szacunek dla ich tradycji i zwyczajów. A przede wszystkim – nie krytykuj! Bo na wsi plotka rozchodzi się szybciej niż internet.
Ogródek – zrób to! Nawet jak masz dwie lewe ręce do roślin. Satysfakcja gwarantowana.
Ogródek to super sprawa. Nawet jak masz dwie lewe ręce do roślin. Zasadź kilka pomidorów, ogórków, sałaty. To naprawdę daje satysfakcję, jak jesz własne warzywa. No i dzieciaki się uczą, skąd się bierze jedzenie. A poza tym – to świetny sposób na relaks i oderwanie się od pracy. Ja początkowo siałam rzeżuchę w doniczce, a teraz mam grządki pełne warzyw. No dobra, prawie pełne. Ślimaki wciąż dają o sobie znać.
Lokalne grupy na Facebooku – tam znajdziesz info o lekarzach, sklepach i…plotkach.
Lokalne grupy na Facebooku to studnia wiedzy. Tam znajdziesz informacje o lekarzach, sklepach, warsztatach samochodowych, i oczywiście o lokalnych wiadomościach. Możesz zapytać o wszystko – o najlepszego hydraulika, o tanie drewno na opał, o fajne miejsce na spacer. No i możesz się pośmiać z sąsiadów. Ale cicho, żeby nikt nie usłyszał!
Dzieci na wsi: szczęśliwe, czy znudzone?
Zabawy na świeżym powietrzu kontra brak kolegów z podwórka.
No dobra, wieś to super sprawa, ale ma też swoje minusy. Jednym z nich jest brak kolegów z podwórka. Antek początkowo narzekał, że nie ma z kim grać w piłkę. Ale szybko znalazł inne zajęcia. Buduje szałasy, jeździ na rowerze po lesie, no i…męczy Wiktorię. Zabawy na świeżym powietrzu to super sprawa, ale trzeba też pamiętać o kontaktach z rówieśnikami.
Dostęp do natury i zwierząt – Antkowi już się znudziło karmienie kur, ale Wiktoria nadal wniebowzięta.
Dostęp do natury to ogromny plus mieszkania na wsi. Dzieciaki mają okazję zobaczyć na własne oczy, jak rosną rośliny, jak żyją zwierzęta. Antek początkowo był zachwycony karmieniem kur, ale szybko mu się znudziło. Wiktoria za to nadal wniebowzięta. Głaszcze koty, biega za kurami, no i…brudzi się niemiłosiernie. Ale co tam, grunt, że jest szczęśliwa.
Szkoła na wsi – czy to dobra alternatywa dla miejskich molochów?
Szkoła na wsi to zupełnie inna bajka niż w mieście. Mniej uczniów w klasie, bardziej indywidualne podejście, no i brak anonimowości. Z jednej strony to super sprawa, z drugiej – mniej możliwości rozwoju. Antek chodzi do małej, wiejskiej szkoły i jest zadowolony. Ma dobre relacje z nauczycielami, no i nie musi się tłoczyć w autobusie. Ale wiem, że za kilka lat będę musiała pomyśleć o liceum w mieście.
Zajęcia dodatkowe – logistyka na poziomie NASA. No sorry, trzeba się zorganizować.
Zajęcia dodatkowe na wsi to wyzwanie logistyczne na poziomie NASA. Dojazd do miasta to często problem, a na wsi oferta jest ograniczona. Antek chodzi na piłkę nożną i na angielski, ale muszę go wozić samochodem. No sorry, ale trzeba się zorganizować. Można też poszukać zajęć online, ale to już nie to samo.
Kariera i praca zdalna na wsi: da się?
Home office z widokiem na pole – romantyczna wizja kontra realia (muchy i traktor).
Praca zdalna na wsi to brzmi romantycznie, prawda? Home office z widokiem na pole, ptaszki śpiewające za oknem… Rzeczywistość jest trochę inna. Muchy latające po pokoju, traktor warkoczący za oknem, no i dzieciaki, które co chwilę wpadają z pytaniami. Ale mimo wszystko, praca zdalna na wsi ma swoje plusy. Można pracować w dresie, można wyjść na spacer w każdej chwili, no i można sobie zrobić przerwę na kawę na werandzie.
Dojazdy do biura – przekleństwo, czy chwila wytchnienia od dzieciaków?
Dojazdy do biura to przekleństwo, ale czasem też chwila wytchnienia od dzieciaków. Godzina w samochodzie to czas tylko dla mnie. Mogę posłuchać muzyki, poczytać książkę, no i pomyśleć. A serio, dojazdy do biura to też okazja do spotkania się ze znajomymi i do oderwania się od wiejskiej rutyny.
Czy wieś to dobre miejsce na założenie własnego biznesu? (Agroturystyka? Handmade?).
Wieś to dobre miejsce na założenie własnego biznesu. Agroturystyka, sprzedaż lokalnych produktów, rękodzieło… Możliwości jest sporo. Trzeba tylko mieć pomysł i trochę odwagi. Ja na razie piszę bloga, ale kto wie, może kiedyś otworzę własną kawiarnię na wsi? No sorry, ale tęsknię za dobrą kawą.
Jak znaleźć pracę zdalną, która pozwoli Ci żyć na wsi?
Znalezienie pracy zdalnej to klucz do życia na wsi. Można szukać na portalach internetowych, można nawiązać współpracę z firmą z miasta, można też założyć własną działalność. Ważne, żeby mieć umiejętności i doświadczenie. No i dobry internet, o czym już wspominałam. A serio, praca zdalna to świetna sprawa dla mam, które chcą być blisko dzieci i jednocześnie zarabiać na życie.
Finanse na wsi: taniej, czy drożej?
Koszty utrzymania domu na wsi – ogrzewanie, woda, prąd… portfel płacze.
Myślisz, że na wsi jest taniej? No to się zdziwisz. Koszty utrzymania domu na wsi potrafią dać w kość. Ogrzewanie, woda, prąd… szczególnie zimą portfel płacze. Trzeba się liczyć z tym, że rachunki będą wyższe niż w mieście. No sorry, ale komfort kosztuje.
Czy wieś to oszczędność na jedzeniu? (Własny ogródek to nie Biedronka).
Własny ogródek to super sprawa, ale to nie Biedronka. Nie wszystko da się wyhodować, a i plony nie zawsze są obfite. No sorry, ale trzeba robić zakupy. Można kupować lokalne produkty od sąsiadów, ale to też kosztuje. Mimo wszystko, wieś to oszczędność na jedzeniu, bo można uniknąć pokus, które czekają w mieście.
Inwestycje w wiejski dom – remonty, modernizacje…ciągła studnia bez dna.
Inwestycje w wiejski dom to ciągła studnia bez dna. Remonty, modernizacje, naprawy… zawsze coś się znajdzie. Trzeba się liczyć z tym, że na wsi dom wymaga więcej uwagi niż mieszkanie w bloku. No sorry, ale taka jest prawda. Ale z drugiej strony – to Twój dom, Twoje miejsce na ziemi.
Dofinansowania i programy dla mieszkańców wsi – gdzie szukać wsparcia?
Warto poszukać dofinansowań i programów dla mieszkańców wsi. Gminy i powiaty oferują różne formy wsparcia, np. na remonty domów, na instalację paneli słonecznych, na rozwój agroturystyki. Trzeba tylko się rozejrzeć i złożyć wniosek. No sorry, ale bez tego trudno przetrwać na wsi.
Wieś oczami innych mam: inspiracje i ostrzeżenia
Historie kobiet, które rzuciły miasto i zaczęły nowe życie na wsi.
W internecie znajdziesz mnóstwo historii kobiet, które rzuciły miasto i zaczęły nowe życie na wsi. To inspirujące opowieści o odwadze, determinacji i poszukiwaniu szczęścia. Zapoznaj się z historią kobiet, które szukają swojego miejsca, zanim podejmiesz decyzję o przeprowadzce. No sorry, ale warto się przygotować na to, co Cię czeka.
Plusy i minusy mieszkania na wsi – szczere relacje z pierwszej ręki.
Plusy i minusy mieszkania na wsi to temat rzeka. Każdy ma swoje doświadczenia, swoje spostrzeżenia. Warto posłuchać szczerych relacji z pierwszej ręki, żeby wiedzieć, czego się spodziewać. No sorry, ale życie na wsi to nie tylko sielanka.
Czego żałują, a co zrobiłyby jeszcze raz?
Dowiedz się, czego żałują kobiety, które przeprowadziły się na wieś, a co zrobiłyby jeszcze raz. To cenna lekcja, która pozwoli Ci uniknąć błędów i lepiej przygotować się do zmiany życia. No sorry, ale lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych.
Porady dla przyszłych „wieśniaczek” – czego się spodziewać i jak się przygotować.
Jeśli planujesz przeprowadzkę na wieś, przeczytaj porady dla przyszłych „wieśniaczek”. Dowiedz się, czego się spodziewać i jak się przygotować. Znajdź operatora internetu, kup porządny samochód, poznaj sąsiadów, zasadź ogródek. No sorry, ale bez tego trudno przetrwać na wsi.
Podsumowanie: Wieś – miłość, nienawiść, czy po prostu…życie?
Czy polecam przeprowadzkę na wieś? (Zależy, czy lubisz błoto i ciszę).
Czy polecam przeprowadzkę na wieś? To zależy. Zależy, czy lubisz błoto i ciszę. Zależy, czy masz dzieci i czy chcesz im zapewnić kontakt z naturą. Zależy, czy masz pracę zdalną i czy jesteś gotowa na wyzwania. No sorry, ale nie ma jednej odpowiedzi.
Dla kogo wieś będzie dobrym wyborem? (Matki, które potrzebują oddechu).
Wieś to dobry wybór dla matek, które potrzebują oddechu. Które chcą uciec od zgiełku miasta, od smogu, od pośpiechu. Które chcą dać swoim dzieciom więcej przestrzeni i kontaktu z naturą. No sorry, ale wieś to nie raj. To po prostu inne życie. Czasem warto pomyśleć o tym, jak odpuścić kontrolę i cieszyć się macierzyństwem.
Jak przygotować się do zmiany życia i cieszyć się wiejską codziennością?
Żeby cieszyć się wiejską codziennością, trzeba się dobrze przygotować do zmiany życia. Trzeba się liczyć z tym, że będzie trudno, że będzie inaczej, że będzie trzeba się nauczyć nowych rzeczy. Ale jeśli jesteś gotowa na to, wieś może Cię zaskoczyć. Zobacz jak zaaranżować bezpieczne podwórko wiejskie i zapewnij spokój swojej rodzinie.
Pamiętaj, że wieś to nie ucieczka od problemów, tylko zmiana scenerii.
Pamiętaj, że wieś to nie ucieczka od problemów, tylko zmiana scenerii. Problemy same się nie rozwiążą. Trzeba je rozwiązywać, tylko w innym otoczeniu. No sorry, ale taka jest prawda. Ale z drugiej strony – na wsi problemy wydają się mniejsze. Bo masz więcej czasu, więcej spokoju, więcej kontaktu z naturą.
I wiesz co? Ja, Agnieszka Jaworek, samotna mama z korporacji, która rzuciła miasto dla wsi, mówię Ci – było warto. Było trudno, momentami miałam ochotę wrócić do Warszawy, ale teraz nie zamieniłabym tego życia na żadne inne. No sorry, ale pokochałam wieś. I wiem, jak to jest, bo sama przez to przeszłam. Dasz radę! A jeśli masz nastoletnie dziecko, sprawdź jak pomóc nastolatkowi odnaleźć się na wsi.