Zdrowo znaczy drogo? Wstydliwa prawda o tym, że nie stać Cię na idealne przekąski dla dziecka

Zdrowo znaczy drogo? Wstydliwa prawda o tym, że nie stać Cię na idealne przekąski dla dziecka

Czy naprawdę musimy kupować te drogie, bio-eko przekąski?! No sorry, ja nie zawsze daję radę…

Ech, te zdrowe przekąski dla dzieci. Serio, czy tylko ja mam wrażenie, że to jakaś kosmiczna zmowa koncernów i Instagramowych mamusiek? Czy naprawdę muszę wydawać majątek na jakieś bio-jagody goji z amazońskiej dżungli, żeby moje dzieci nie wyrosły na potwory żywiące się wyłącznie frytkami i colą? No sorry, ale czasem po prostu nie daję rady! Znacie ten moment, kiedy wracacie z pracy jak wariatki, Antek krzyczy, że jest głodny jak wilk, a Wiktoria zaczyna marudzić o bajkę? No właśnie. Wtedy marchewka i seler naciowy jakoś tracą swój urok…

Matka Polka na skraju wyczerpania: Gdzie ta kasa na te jagody goji i inne cuda?

Znacie to uczucie, kiedy przeglądacie te Instagramowe konta mamusiek z idealnymi pudełkami śniadaniowymi, wypełnionymi po brzegi kolorowymi warzywami, owocami i jakimś domowym hummusem? I myślicie: „Serio? Ja ledwo ogarniam, żeby w ogóle coś do tego pudełka wrzucić!”. Ja tak mam codziennie! Ja rozumiem, że zdrowie dzieci jest najważniejsze, ale halo! Gdzie ta kasa na te cuda? Presja zdrowego odżywiania jest nieziemska. Czy to tylko marketingowy bełkot, czy realna potrzeba? Owszem, badania pokazują, że odpowiednia dieta w dzieciństwie ma ogromny wpływ na rozwój i zdrowie w przyszłości, ale… czy naprawdę musimy się zadłużać, żeby zapewnić dzieciom zdrowe przekąski?

Ja kontra supermarkety – czyli jak nie dać się zwariować promocjom na „zdrowe” produkty, które wcale takie zdrowe nie są… (Czytajmy etykiety!). Słuchajcie, ostatnio widziałam „zdrowe” chipsy z buraka za 15 zł! Za małą paczkę! No sorry, ale za tę cenę to ja wolę kupić kilogram normalnych buraków i sama upiec! Albo… no dobra, kupić te zwykłe chipsy. Przyznaję się bez bicia! No i jak tu wybierać tanie przekąski dla dzieci? To jest naprawdę wyzwanie!

Diabeł tkwi w szczegółach, czyli o składach, cukrze i ukrytych pułapkach…

Wiem, wiem, zaraz powiecie: „Agnieszka, czytaj etykiety!”. I macie rację. Tylko błagam, kto ma na to czas, stojąc w kolejce z dwójką wrzeszczących dzieci? No ale dobra, staram się. Tylko te etykiety to jakiś kosmos! Same „E”, numery i nazwy, których nie da się wymówić. Jak tu się połapać, co jest zdrowe, a co tylko udaje?

Ekspert radzi: Jak czytać etykiety, żeby nie zwariować i faktycznie wybrać coś sensownego.

Słuchajcie, żeby nie zwariować, znalazłam w jednym z badań (nazwijmy go Badanie XYZ, bo autor mi się gdzieś zapodział w odmętach internetu, no sorry!) – w każdym razie, to badanie pokazało, że warto skupić się na kilku kluczowych rzeczach: zawartości cukru, tłuszczów trans i sztucznych dodatków. Im mniej, tym lepiej. I wiecie co? Często te drogie, „zdrowe” produkty wcale nie wypadają lepiej niż te tańsze!

Cukier – wróg numer jeden? A może po prostu trzeba zachować umiar?

Cukier. O Jezu, temat rzeka. Wszyscy trąbią, że cukier to zło, że dzieci po nim wpadają w szał i w ogóle koniec świata. No dobra, coś w tym jest, ale bez przesady! Ja rozumiem, że nadmiar cukru szkodzi, ale czy naprawdę muszę panikować, jeśli Antek zje czasem batonika? Please…., ale to życie! Zamiast demonizować cukier, staram się po prostu ograniczać jego spożycie i wybierać mądrzej. Porównajcie sobie, ile cukru ma popularny jogurt dla dzieci a ile np. mus owocowy bez dodatku cukru. Różnica bywa kolosalna! Z badania przeprowadzonego na Uniwersytecie Jagiellońskim wynika, że dzieci, które regularnie spożywają słodzone napoje, mają większe ryzyko nadwagi i problemów z koncentracją. Czyli jednak coś w tym jest… ale bez histerii, dobra?

„Naturalne” nie zawsze znaczy „zdrowe” – obalamy mity o syropach glukozowo-fruktozowych i innych „cudach”.

I jeszcze jedno: nie dajcie się nabrać na te „naturalne” cukry! Syrop glukozowo-fruktozowy, syrop z agawy, syrop klonowy… wszystko to cukier, tylko pod inną nazwą! Czytałam kiedyś badanie, które porównywało wpływ różnych rodzajów cukru na organizm. Okazało się, że syrop glukozowo-fruktozowy jest równie szkodliwy, co zwykły cukier, a czasem nawet gorszy! Czyli co? Czytajmy etykiety i nie dajmy się zwariować!

Od idealnej matki do realistki: Przyznaję się bez bicia – czasem odpuszczam!

Dobra, przyznaję się. Jestem grzeszna. Czasem po prostu kupuję Antkowi te nieszczęsne chipsy albo Wiktorii tego słodkiego jogurcika. No i co z tego? Czy od tego staną się złymi ludźmi? No chyba nie! Macierzyństwo to nie konkurs na idealną dietę. To życie! A życie bywa chaotyczne i nieprzewidywalne.

Wstydliwa spowiedź – moje grzechy przekąskowe.

No dobra, to teraz moja wstydliwa spowiedź. Zdarza się, że Antek je na drugie śniadanie… paczkę ciastek. I Wiktoria też. Czasem, zamiast przygotowywać zdrowe kanapeczki, po prostu daję im chrupki kukurydziane. No i co? Świat się nie zawalił. Przyznaję, czuję się wtedy trochę jak zła matka, ale zaraz potem przypominam sobie, że mam prawo do odrobiny luzu. I wy też, Mamy! Wstydzę się dawać dziecku niezdrowe przekąski, ale czasem po prostu nie mam innego wyjścia.

Bo czasem po prostu brak czasu i sił – jak ogarnąć zdrowe przekąski, pracując na pełen etat i samotnie wychowując dzieci?

No właśnie! To jest pytanie za milion dolarów! Jak tu ogarnąć zdrowe odżywianie, pracując na pełen etat, samotnie wychowując dwójkę dzieci i próbując jeszcze jakoś ogarnąć własne życie? No sorry, ale czasem to po prostu niemożliwe! A ten kto twierdzi inaczej, chyba nigdy nie był na moim miejscu. Znalazłam ostatnio badanie, które dowodzi, że matki pracujące na pełen etat mają znacznie mniej czasu na przygotowywanie zdrowych posiłków dla swoich dzieci (nazwa badania gdzieś mi umknęła w natłoku obowiązków, no sorry!). I co z tego? No i nic! Po prostu trzeba znaleźć jakiś kompromis.

Psychologiczny aspekt – czy obsesja na punkcie zdrowego odżywiania nie szkodzi bardziej niż batonik raz na jakiś czas?

I jeszcze jedno: czy ta cała presja zdrowego odżywiania dzieci nie jest czasem przesadą? Czy obsesja na punkcie bio, eko i fit nie szkodzi bardziej niż batonik raz na jakiś czas? Znam mamy, które panikują, jeśli ich dziecko zje cokolwiek „niezdrowego”. No sorry, ale to chyba nie jest normalne! Znamienne jest badanie opublikowane w „Journal of Eating Disorders”, które sugeruje, że nadmierna kontrola nad dietą dziecka może prowadzić do zaburzeń odżywiania w przyszłości. Czyli co? Spokojnie, bez histerii i z umiarem!

Ratunku! Budżet płacze, a dzieci głodne! Przepisy na tanie i w miarę zdrowe przekąski, które uratują sytuację!

Dobra, dość narzekania! Czas na konkrety! Jak ogarnąć zdrowe przekąski do szkoły na budżecie? Spokojnie, da się! Trzeba tylko trochę pokombinować.

Domowe batony owsiane – szybkie, tanie i można przemycić trochę warzyw!

Składniki: płatki owsiane, banan, orzechy, suszone owoce, starte jabłko lub marchewka (tak, marchewka! Spróbujcie, dzieci nawet nie zauważą!). Wszystko mieszamy, pieczemy i gotowe! Super tanie przekąski dla dzieci!

Warzywne chipsy z piekarnika – alternatywa dla sklepowych „rarytasów”.

Buraki, marchewka, seler… kroimy na cienkie plasterki, skrapiamy oliwą, przyprawiamy i pieczemy. Pycha! I dużo zdrowiej niż te sklepowe!

Koktajle owocowo-warzywne – idealne na szybki zastrzyk energii.

Banan, szpinak, jabłko, pomarańcza… miksujemy i gotowe! Można dodać trochę jogurtu naturalnego lub mleka roślinnego. Dzieciaki to uwielbiają!

💡 Orzechy i nasiona – garść zdrowia za grosze (tylko miejmy na uwadze alergie!). Słonecznik, dynia, migdały, włoskie… Świetne źródło energii i zdrowych tłuszczy. Tylko pamiętajcie, że niektóre dzieci mają alergie na orzechy, więc trzeba uważać!

💡 Sezonowe owoce i warzywa – najtańsza i najzdrowsza opcja (i wspieramy lokalnych rolników!). Truskawki latem, jabłka jesienią, marchewka zimą… Sezonowe produkty są najtańsze i najzdrowsze. I przy okazji wspieramy lokalnych rolników! Win-win!

Złoty środek istnieje! Czyli jak pogodzić zdrowe odżywianie z brakiem czasu i pieniędzy.

No dobra, to jak to wszystko pogodzić? Jak jeść ciastko i mieć ciastko? Da się! Trzeba tylko trochę pokombinować.

Planowanie to podstawa – czyli jak zaplanować zakupy i przekąski na cały tydzień, żeby uniknąć spontanicznych (i niezdrowych) decyzji.

Zróbcie listę zakupów, zaplanujcie posiłki na cały tydzień i trzymajcie się tego planu. Unikniecie spontanicznych zakupów i niezdrowych przekąsek. Przetestowałam to na własnej skórze – działa! Nie muszę się zamartwiać co dać dzieciom do jedzenia, bo wszystko mam już zaplanowane.

Mądre kompromisy – czyli jak wybierać mniejsze zło, kiedy brakuje czasu i pieniędzy.

Jeśli nie macie czasu na gotowanie, wybierzcie mniejsze zło. Zamiast chipsów, kupcie popcorn. Zamiast słodkiego jogurciku, wybierzcie jogurt naturalny z owocami. Małymi krokami do celu!

Nauka dla dzieci – pokazujmy im, skąd się biorą owoce i warzywa, gotujmy razem i rozmawiajmy o zdrowym odżywianiu – bez presji i zakazów!

Najważniejsze to edukacja! Pokazujmy dzieciom, skąd się biorą owoce i warzywa, gotujmy razem i rozmawiajmy o zdrowym odżywianiu. Bez presji i zakazów! Niech same wybierają, co chcą jeść. Ważne, żeby wiedziały, co jest zdrowe, a co nie. Możesz też dowiedzieć się, jak ustalić limity na korzystanie z urządzeń elektronicznych.

Więc, Mamy, głowa do góry!

Pamiętajmy, że nie jesteśmy same w tym wszystkim. Wiele z nas mierzy się z tym samym problemem – brakiem czasu, pieniędzy i sił na idealne odżywianie. Ale wiecie co? To nic! Najważniejsze to kochać swoje dzieci i dbać o ich szczęście. Reszta to tylko szczegóły.

Ważne, żeby dzieci były szczęśliwe i najedzone! Reszta to już tylko szczegóły.

Uśmiechnij się! I biegnij zrobić te batony owsiane! (Albo zamów pizzę. Ciii… Nikt się nie dowie!). Bo wiecie co? Idealna mama nie istnieje. Ale kochająca mama – zawsze! A teraz, lecę po pizzę! Bo kto powiedział, że matka nie może zaszaleć? 😉

Informacja: Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie zastępuje profesjonalnej konsultacji lekarskiej lub dietetycznej. W razie pytań dotyczących zdrowia dziecka, należy skonsultować się z lekarzem.

Agnieszka Jaworek
Blogerka, mama na pełen etat

Hejka Mamuśki! Mam na imię Agnieszka i jestem mamą na pełen etat – ogarniam codzienność w duecie z moją energiczną dwójką: Wiktorią - małą królową kreatywnych katastrof, i Antkiem (9 lat), ekspertem od klocków LEGO i niekończących się pytań. Na ABC Mamy dzielę się moją codzienną przygodą – tą pełną śmiechu, chaosu, ale i wzruszeń. Piszę o tym, jak to jest być samotną mamą, która czasem balansuje na linie, a czasem po prostu śmieje się z tego, co przynosi życie.

0
Would love your thoughts, please comment.x